Wspomnienia z Nowego Jorku

Jestem już dziś w pracy. W zeszłym tygodniu, jak wiesz, byłem w USA na spotkaniu w jednej z nowojorskich kancelarii prawnych. Kancelarii, która wypatrzyła mój blog zagraniczny i zdecydowała się zaprosić mnie na krótką rozmowę. Krótką, ale jednak dość długą.

Do NY przyjechałem w sobotę wieczorem. Dałem sobie całą niedzielę na przyzwyczajenie się do zmiany czasu (byłem jednak bardzo naiwny co do tego zagadnienia, gdyż tak naprawdę do nowego czasu przywykłem dopiero wtedy, kiedy musiałem wracać ;-)) I tego dnia tak naprawdę chodziłem cały czas po mieście i napawałem się ogromem tego, co tam widziałem. Nowy Jork w tym sensie w jakimś sposób osacza i przytłacza oraz powoduje zawrót głowy – przynajmniej na początku. Tego dnia starałem się nie myśleć o poniedziałkowym spotkaniu.

Spotkanie miałem zaplanowane na godzinę 11 w Centrum Rockefellera. Centrum to w zasadzie kompleks kilku biurowców ze słynnym wieżowcem Rockefeller Plaza w roli głównej. Meeting rozpoczął się jednak w pobliskiej kawiarni, gdzie na początku miałem okazję wypić kawę i pogadać z prawnikiem, który ze mną się przez cały czas kontaktował.

Po około godzinie przenieśliśmy się do biura, które … w części było remontowane. Kancelaria, której byłem gościem, dopiero się organizuje, zatem nie tylko jej biuro jest w trakcie organizacji, ale także strategia marketingowa, której częścią mają być prawnicze blogi.

Zostałem zaproszony do sali konferencyjnej, gdzie zacząłem rozmowę z jednym z partnerów. Rozmowa ta trwała około godziny – może nieco dłużej. Następnie ten partner wyszedł, a wszedł drugi i wszystko się powtórzyło. Czułem się tak, jakbym przechodził rozmowę rekrutacyjną. Po kolejnej godzinie w sali konferencyjnej pojawili się wszyscy trzej i zaczęliśmy wspólną dyskusję nad sensem promocji kancelarii za pomocą bloga prawniczego.

Pytania, czy wątpliwości, jakie się pojawiały, były takie same jak te, które pojawiają się wśród kancelarii w Polsce. I tak samo jak tutaj, część z tych partnerów była żywo zainteresowana blogami prawniczymi, a część była przeciwna. A zatem prawnicy często rozmawiali także między sobą, dzieląc się uwagami, spostrzeżeniami i wątpliwościami.

Na koniec tego, wcale nie krótkiego, spotkania poszliśmy na lunch. I luźną rozmowę. Już nie o blogach, ale o polityce, podróżach i innych rzeczach. Ustaliliśmy, że spotkamy się ponownie następnego dnia, podczas którego miałem opowiedzieć im więcej o blogach, o tym jak je prowadzić, miałem pokazać kilka przykładów, a zatem z grubsza miałem przeprowadzić szkolenie marketingowe. Wieczorem przygotowałem prezentację i następnego dnia ruszyłem na spotkanie, które … znowu rozpoczęło się kawą w kawiarni. A potem część właściwa.

Po kilku godzinach szkolenia i dalszych rozmowach rozstaliśmy się z serdecznością i obietnicami kontaktu w najbliższym czasie.

Następny dzień, czyli środę poświęciłem na zwiedzanie miasta. Przez wiele godzin do późnego wieczora pokonywałem kilometry włócząc się między alejami i podziwiając niezwykłą architekturę tego niezwykłego miasta.

Następny dzień do godziny 16 robiłem dokładnie to samo, jedynie celem był już tylko w zasadzie Central Park – ogromna zielona wyspa na mapie tego miasta. O godzinie 16 złapałem TAXI na lotnisko i wieczorem wsiadłem w samolot do Polski. Lot trwał 7 godzin i 10 minut.

Bez wątpienia wizyta w Nowym Jorku była dla mnie wyzwaniem pod każdym względem. Czułem się dokładnie tak samo, kiedy kilka lat temu zaczynałem przygodę z web.lex. Kto wie, może i teraz jest to jakiś czegoś początek? Zobaczymy. Póki co czekam na kontakt z amerykańskiej kancelarii.

Kilka fotek: