Marka kancelarii prawnej

Rafał Chmielewski        11 stycznia 2019        2 komentarze

Marka kancelarii prawnejOd dawna ten temat chodzi mi po głowie…

Ale w końcu postanowiłem napisać co nieco o tym – czyli co to jest marka kancelarii i co się z tym wiąże.

A przyczynkiem, albo lepiej – motywatorem do napisania tego artykułu było ostatnie wystąpienie Garego Vaynerchuka w Polsce i jego słowa na temat marki. Mówił on mniej więcej tak:

Co na sobie teraz macie? Jakich marek ubrania nosicie? I dlaczego akurat te a nie inne? Zastanawialiście się nad tym kiedyś? Moi Drodzy, kiedy macie silną markę, sprzedaż nie jest wyzwaniem. Jest super łatwa. Kiedy macie silną markę sprzedaż jest … nudna.

Przesłanie Garego brzmiało: budujcie marki!

No więc co z tą marką … Jakie można z tych rozważań wyciągnąć wnioski dla siebie i dla swojej kancelarii.

Cóż to jest ta marka

Jest zapewne wiele definicji pojęcia “marka”. Np. w Wikipedii możesz przeczytać między innymi:

Marka, inaczej znak fabryczny, znak firmowy (ang. brand, trade mark) – znak określający producenta: nazwa lub symbol graficzny (znak towarowy) umieszczany na wyrobach w celu ochrony przed naśladownictwem lub podrabianiem, podszywaniem się, przypisywaniem sobie autorstwa.

A spec od budowania marki, Paweł Tkaczyk, mówi w jednym ze swoich artykułów:

Czym zatem jest marka? Przy jej definiowaniu (i potem budowaniu) możemy posłużyć się definicjami zaproponowanymi przez Davida Aakera. Według niego marka to produkt (lub usługa), organizacja, osoba i symbol. Te cztery składniki stanowią swego rodzaju fundament, który — odpowiednio obudowany — pozwoli nam stworzyć silną, rozpoznawalną markę.

Ja jednak mam lekką awersję do formalizmów i zwykle tworzę swoje własne teorie. I dla mnie marką jest… stosunek psychiczny do produktu czy usługi. Innymi słowy mówiąc: lubienie – obojętność – nielubienie, i wszelakie odcienie tych emocji, a w tym także zaufanie.

Przykład?

Ten artykuł piszę na komputerze marki Apple. Dlaczego kupuję Apple? Odpowiedź – bo lubię, bo mam zaufanie do jakości. Generalnie z tego zaufania wynika to, że lubię produkty tej firmy. Podobnie jest z kawą – zazwyczaj chodzę po kawę do Starbucksa. Dlaczego? Bo lubię. Tak samo jest z butami – kupuję w zasadzie wyłącznie buty Ecco. Dlaczego? Bo mam do nich zaufanie, że spełnią moje oczekiwania. A zatem lubię te produkty.

Dałbym sobie głowę uciąć, że Ty także masz jakieś swoje ulubione rzeczy, produkty czy co tam jeszcze. Czasem wiesz, dlaczego je lubisz, a czasem nie wiesz – po prostu. To normalne i ludzkie.

W moim przekonaniu o sile marki świadczy to, ile osób i jak bardzo lubi produkt, usługę, czy producenta lub usługodawcę. Ile osób i jak bardzo ją kocha, dałoby się za nią pokroić, itd …  A te emocje przekładają się następnie na decyzje o zakupie. A te dopiero na wartość akcji itd.

A więc marka jest to przede wszystkim stosunek emocjonalny. Relacja. Coś… nieracjonalnego w pewnym sensie? I tak – i nie.

Marka kancelarii prawnej

Czy marka kancelarii prawnej to dokładnie to samo? W moim najgłębszym przekonaniu tak. Z jednym zastrzeżeniem – nie ma tutaj mowy o marce produktu czy usługi, a wyłącznie marce prawnika, czy poszczególnych prawników. A więc marka ma w naszym przypadku ma bardziej osobisty – ludzki charakter. Jest bardziej … humanistyczna (?).

Oczywiście z czasem dochodzi do zbudowania wartości marki w postaci znaku graficznego, ale drogą do tego jest przede wszystkim dobra marka prawnika, czy dobra marka zespołu, czyli właściwy stosunek emocjonalny między nimi a klientem, a zatem: dobra, świetna Relacja między nimi.

Jak zatem zbudować markę kancelarii?

Dokładnie tam samo, jak buduje się Relację. Pisałem o tym nie tak dawno w jednym z poprzednich arytkułów (zobacz tutaj>>) i dużo w Pamiętniku Adwokata. W skrócie tylko wspomnę, że:

  1. Relacja to są emocje (warto sobie z tego zdać sprawę)
  2. Relacja z kancelarią to emocje dwojakiego rodzaju – zaufanie i pozostałe
  3. zaufanie rodzi się w wyniku istnienia obiektywnych faktów świadczących o doświadczeniu
  4. pozostałe emocje powstają w wyniku umożliwienia poznania siebie

To są podstawy. Elementarz prawniczego biznesu. Trzeba to wiedzieć.

Aby wzmocnić budowę marki przez wzmacnianie relacji warto jeszcze dodać takie elementy, jak:

  1. odpowiednią komunikację
  2. budowę kultury organizacyjnej
  3. odpowiednie zatrudnianie

[Co możesz poznać między innymi podczas spotkań web.lex LAB]

Na pewno też łatwiej buduje się markę w jakiejś wąskiej branży. Z tego powodu, że branża ma swoje media, platformy, które szerzą wieści o Tobie, a do tego przedstawiciele branży się ze sobą spotykają i wymieniają między sobą doświadczenia. I rozmawiają o wyjątkowych kancelariach (prawnikach).

Podobnie ułatwia budowę marki blog prawniczy. Z racji tego, że ma działanie ponadczasowe i świetnie się pozycjonuje.

Co jeszcze? Media społecznościowe. Ich wadą jest to, że wymagają więcej czasu i zaangażowania, ale jeśli ktoś ma takie zasoby, warto social media wykorzystać. Dlaczego? Ponieważ umożliwiają one z jednej strony budowę relacji (wspomnianych wyżej “pozostałych emocji”), a z drugiej komunikację z klientem (co także ma wpływ na owe emocje). [Media społecznościowe mają jednak swoją drugą, ciemną stronę – przeczytasz o niej tutaj >>].

Kiedy poznasz, że masz dobrą markę?

Wtedy, kiedy Twoi klienci będą Cię polecać. A kandydaci do pracy będą chcieli pracować tylko z Tobą. Idąc za słowami Garego Vaynerchuka:

… kiedy macie silną markę, sprzedaż nie jest wyzwaniem. Jest super łatwa. Kiedy macie silną markę sprzedaż jest … nudna.

I tego z całego serca Ci życzę!

Rafał 🙂

Zdjęcie: Clem Onojeghuo

Różne metody promocji kancelarii / web.lex LAB

Rafał Chmielewski        10 stycznia 2019        Komentarze (0)

Dzień dobry!

Witam Cię serdecznie w Nowym – Lepszym – Spokojniejszym Roku! 🙂

Mam nadzieję, że ten rok będzie dla Ciebie właśnie spokojniejszy, ale i bardziej owocny. Spokój bowiem ma się w sercu. Można pędzić na złamanie karku, ale mimo tego w duszy może świecić piękne i ciepłe słońce.

Tego Ci życzę! 🙂

***

Ale przecież dookoła straszą nas spowolnieniem gospodarczym. Wczoraj usłyszałem, że w Niemczech jest ono już faktem. A nasza gospodarka jest blisko związana z gospodarką tego kraju. Zatem ono zapewne także nas dotknie.

Czy zastanawiałeś / zastanawiałaś się nad tym, dlaczego na tym świecie są firmy, którym spowolnienia i kryzysy nie są straszne? Wciąż się rozwijają a ludzie wciąż kupują ich produkty, poświęcają swój ostatni grosz byle kupić to czy tamto. Najlepszym przykładem jest Apple, ale są też i inne. I wcale nie są to wyłącznie wielkie korporacje (np. pewne stoisko rybne ze Seattle – małe, ale znane na całym świecie w różnych kręgach).

Okazuje się, że…

sekretem sukcesu nie są wcale duże pieniądze.

Gdyby tak było, to Apple nigdy by nie urosło do takich rozmiarów pod nosem IBM. Google pod nosem Microsoftu. Facebook pod nosem Google. Netflix pod nosem wielu różnych stacji telewizyjnych, które miały wszelkie zasoby, aby zrobić to samo.

Sekrety rozwoju bowiem leżą zupełnie gdzie indziej.

To samo dotyczy także kancelarii prawnych. Nie twierdzę jednak, że nagle Twoja kancelaria w prosty i szybki sposób zepchnie Dentonsa do narożnika i pozamiata w całej branży. Ale … ale … to, że nie jest to możliwe w ciągu roku nie oznacza przecież, że nie jest możliwe w ogóle, prawda? To, że do tej pory nikt tego nie zrobił, nie oznacza również, że nie jest to możliwe.

Przecież, kiedy celujesz w księżyc to nawet, jeśli w niego nie trafisz, to na pewno wylądujesz pośród gwiazd.

Sekrety sukcesów wszelkich organizacji leżą w…

odpowiednim systemie.

A ten system składa się z mnóstwa elementów, które powinny ze sobą idealnie współgrać. Jak koła zębate w dostrojonym mechanizmie. Są to na przykład:

  • specjalizacja
  • marka
  • kultura organizacyjna
  • wartości
  • promocja
  • zatrudnianie
  • obsługa klienta
  • organizacja biura
  • ceny i koszty
  • zarządzanie
  • motywowanie
  • dokształcanie
  • odpoczynek
  • przewodnictwo
  • produkt / usługa
  • relacje
  • komunikacja
  • odpowiedzialność społeczna
  • itd…

A każdy z tych elementów systemu jest tak bogaty, że zasługuje na ciekawą książkę…

Dlaczego Ci o tym opowiadam?

Dlatego, że chciałbym Cię zaprosić na cykl bezpłatnych, dwugodzinnych spotkań / seminariów / laboratoriów, podczas których chciałbym porozmawiać z Tobą o tych różnych elementach tego systemu. Więcej na ten temat (tematy spotkań oraz terminy) znajdziesz na stronie web.lex LAB tutaj >>

Podczas pierwszego z nich porozmawiamy o różnych sposobach promocji kancelarii i jakie mają wady oraz zalety. Czy to jest promocja w sieci, czy w realu – czy strony www, czy bloga – czy e-mail marketing, czy networking – wszystko ma swoje jasne i ciemne strony, które na pewno warto znać, jeśli nie chcesz wydać pieniędzy na próżno.

Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę web.lex LAB i zapisanie się na termin spotkania, który Ci najbardziej odpowiada. Miejsc na każdym spotkaniu jest tylko 6 – na tyle pozwala sala. Jak wspomniałem wyżej spotkanie jest bezpłatne – to ma być dobrze i pożytecznie spędzony czas 🙂

A dla osób, które wezmą udział w pierwszym spotkaniu (21 stycznia) będę miał kilka egzemplarzy Pamiętnika Adwokata z moją dedykacją 🙂

Zapraszam! >>

Pamiętnik Adwokata o biznesie prawniczymPrzyczynkiem do napisania tego postu była dzisiejsza rozmowa z jedną naszych web.lex’owych fantastycznych prawniczek. Wspomniała mi o tym, iż ostatnio rozmawiała z młodymi prawnikami:

Rafał, to zupełnie inne pokolenie. To ludzie, którzy wszystko mają i chcą wszystko albo nic. I to natychmiast. Dla nich na przykład prawniczy blog to jest przeżytek. Facebook, Instagram, Snapchat – to ich interesuje. 

Tak, wiem, że tak jest.

Żyjemy w czasach, w których wszystko jest pod ręką, na nic nie musimy czekać, poczta dostarcza zamówione na kanapie przed telewizorem buty na jutro, a żeby obejrzeć serial nie trzeba czekać tygodnia na kolejny odcinek. Tego się nauczyliśmy i do tego przyzwyczailiśmy swoje dzieci.

Dzisiaj każdy wymyśli w przyszłości nowego Facebooka czy Ubera, czy będzie zarabiał krocie świadcząc usługi prawne będąc bardziej celebrytą niż adwokatem.

Dlaczego to jest droga do nikąd?

Dzisiaj na nic nie muszę czekać. Nie muszę wkładać wysiłku. Nie muszę być cierpliwy, nie muszę być zdyscyplinowany, niczego nie muszę. A rodzice i media mi mówią, że wszystko mogę.

Tylko, że to jest jedna wielka mega ogromna nieprawda.

Nie ma sukcesu bez długoletniej, katorżniczej pracy. Nie ma sukcesów w jedną noc. Nic nie jest proste. Wszystko wymaga ogromnego wysiłku, energii, poświęcenia, orki na ugorze. Jeśli myślisz, że jest inaczej, to jesteś w potężnym błędzie.

Facebook nie powstał w jedną noc. Profesor Marcin Matczak nie pojawił się w tym roku na świecie. Kancelaria DZP nie urosła z dnia na dzień. Mikołaj Lech, Aneta Sieradzka, Błażej Sarzalski, Kasia Przyborowska, Jolanta Budzowska i wielu innych prawników-autorów blogów prawniczych dzisiaj osiągających sukcesy, nie odnieśli ich ot tak po prostu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chociaż oni osiągają sukcesy, to za nimi stoją lata, L A T A pracy i wyrzeczeń. Niezjedzonych lunchów, nieprzespanych nocy i litry wypitych kaw.

Nic nie przychodzi łatwo – solidność, pewność, bezpieczeństwo, perspektywy buduje się długo. Prawdziwa przyjaźń, prawdziwa miłość, zdrowie i wszystko co w życiu jest najlepsze tworzy się w pocie czoła przez lata. Wszystko co na tej Planecie jest najcenniejsze, kształtuje się w długim okresie czasu.

Nie licz na to, że zbudujesz markę w trzy dni. To niemożliwe. Nawet w trzy lata tego nie zrobisz.

Myśl perspektywicznie… Nie planuj na miesiąc, a nawet nie na 100 lat. Planuj na 200 lat. Działaj tak, jakby z Twoich owoców mogli czerpać Twoi spadkobiercy, Twoje prawnuki.

Oczywiście powiesz, że nie interesują Cię prawnuki – niech się martwią o siebie, jak przyjdzie ich czas.

To nie o to chodzi! Nie chodzi o Twoje prawnuki, ale o to, jak podchodzisz dzisiaj do tego, co robisz. Jeśli planujesz na lata, to masz szansę w ciągu dziesięciu lat zbudować solidną markę, która będzie się rozwijać razem z Tobą. A jeśli planujesz na miesiąc, na rok, myślisz o fejmie, a nie o bezpieczeństwie, to za dziesięć lat wciąż będziesz wyłącznie myślał i nawet, jeśli to osiągniesz, to szybko to stracisz, albo znienawidzisz.

To dwojakie podejście przypomina mi zawsze dualizm: promocję kancelarii za pomocą bloga vs za pomocą Facebooka, Instagrama i innych social mediów

(BTW: blog jest również narzędziem zakresu social mediów).

Blog prawniczy ma jedną poważną zaletę, przy której Facebook blednie i jest niczym: to jest PONADCZASOWOŚĆ. Możesz budować swoją markę za pomocą FB, możesz robić lajvy, wstawiać super grafiki, i nie wiem co jeszcze, ale jeśli tylko przestaniesz to robić – Twoja marka zniknie. A na pewno przestaniesz, bo nie można wieczność angażować się w promocję. Dlaczego? Bo jest jeszcze do wykonania praca merytoryczna, spotkania z klientami, rozliczenia, pilnowanie płatności, fakturowanie, szkolenia, dokształcanie, wizyty w sądach a do tego rodzina, ruch fizyczny, wizyty u lekarzy, dzieci i całe życie. To wszystko wymaga czasu.

Promocja w social mediach tego czasu wymaga również. Tylko że jak Cię gonią terminy, to marketing i wszystkie ważne ale niepilne rzeczy zostawiasz na potem. Takie jest życie.

Blog prawniczy oczywiście wymaga również czasu. Ale w tym przypadku jest to czas, który w miarę jego upływu zaczynasz… oszczędzać. Dlaczego? Właśnie dzięki jego PONADCZASOWOŚCI. Bo artykuły z bloga czytane są zawsze przez dłuuugie lata. Czy artykuły z Facebooka są czytane zawsze przez dłuuugie lata? Nigdy. Zobacz np. na mój stary blog podatkowy PodwojneOpodtakowanie.pl – on wciąż  żyje. Czytane są w nim artykuły sprzed 10 lat!!! Rozumiesz jaką to ma wartość?!

Takiego efektu nie dają ani posty na FB (wiele mam z tym doświadczenia), ani na Instagramie (podobnie), ani w prasie papierowej (jestem współautorem kilkudziesięciu podatkowych artykułów z GP), ani oczywiście inne formy komunikacji. Blog prawniczy jest jedynym takim narzędziem, promującym kancelarię prawną ponadczasowo. Stale, cierpliwie, przez lata …

Narzędziem, które buduje solidne fundamenty przez budowanie solidnej marki

Czy na efekty bloga prawniczego trzeba długo czekać? W moim głębokim przekonaniu, na efekty z FB trzeba długo czekać. Efekty z bloga przychodzą dość szybko. Pod warunkiem wszakże – że wbijasz ten gwóźdź tak, jak się to powinno robić, a nie trzonkiem. Bo wielu prawniczych blogerów wbija gwoździe palcami – i mówią, że gwoździe są do kitu, bo obraz nie wisi. Bloga trzeba umieć poprowadzić, umieć napisać artykuł. Tak samo jak trzeba umieć zrobić lajf na Instagramie.

Media społecznościowe (poza blogiem) dają ułudę sukcesu. Lajki czy serduszka powodują poczucie szczęścia. Jednak to jest tylko ułuda, bo koniec końców liczy się krew w żyłach, czyli przepływ gotówki. Tylko dzięki kasie możesz rozwijać się dalej. Lajkami nie zapłacisz księgowej. A jeśli widzisz prawnika, który na FB odnosi niebywałe sukcesy, to pomyśl nad tym: przecież pokazuje wyłącznie najlepsze swoje chwile, z reguły wyreżyserowane, ustawione, itd.

Jednak ZROZUM mnie dobrze: nie mówię, że media społecznościowe są złe i nic niewarte. Wręcz przeciwnie. Mają sens. Jednak chcę Ci pokazać:

  • co ma prawdziwą wartość
  • czemu warto się poświęcić
  • dlaczego nie warto opierać się wyłącznie na pozornych narzędziach.

Media społecznościowe mają sens, ale jako narzędzie pomocnicze. Nic innego. Tylko jako wsparcie dla bloga, który ponadczasowo buduje Twoją markę. Jak je można wykorzystać? To temat na inny artykuł, a może nawet na małą książkę. Na pewno o tym opowiem nie raz.

Zaufanie w marketingu prawniczym

Rafał Chmielewski        28 listopada 2018        Komentarze (0)

Czy wiesz, czymże jest ZAUFANIE?

Zaufanie to chyba najbardziej niezrozumiały element w promocji kancelarii prawnej. Bo ileż to razy słyszałeś o tym, że powinieneś, czy powinnaś budować Zaufanie do siebie, do swojego doświadczenia, do kancelarii, którą od wielu lat prowadzisz. Być może to jest tak oczywiste, że nawet puszczałeś tę prawdę mimo uszu… I głębiej się nad tym nie zastanawiałeś. Ale też nikt nigdy zapewne nie próbował Ci tego wyjaśnić. Bo co tu wyjaśniać? Zaufanie to zaufanie i tyle! Nad czym się tu rozwodzić, prawda?

Marketing prawniczy

NIE prawda!

Zobacz, jeśli dowiesz się czym w swojej istocie jest Zaufanie, to nie tylko będziesz mądrzejszy, ale też będziesz mógł tym świadomie zarządzać! TAK! Zarządzać!

Czy to możliwe? Czy możliwe jest zarządzanie emocjami innych ludzi? Wszak Zaufanie to nic innego jak określona ludzka emocja. Nie bez przyczyny mówi się: czuję, że jemu można zaufać. Biologicznie Zaufanie jest emocją, która powstaje w tym samym momencie co poczucie bezpieczeństwa. W tym samym momencie, gdyż obie wywoływane są przez odpowiedni hormon: oksytocynę. Zatem – jeśli Twój klient czuje, że można Tobie zaufać, to jednocześnie czuje się przy Tobie bezpiecznie (por. ten fakt z Piramidą Potrzeb pana Maslowa). To bardzo ważna informacja.

Ale wrócę do zarządzania Zaufaniem – zarządzania tą emocją.

Tylko “nie przewracaj oczami”, kiedy słyszysz o emocjach w marketingu prawniczym, bo na co dzień także wpływasz na ludzkie emocje ubierając się w sposób, jaki budzi … Zaufanie, wyrażając się w sposób, jaki budzi … Zaufanie, zapraszając klienta do kancelarii, która swoim wyglądem budzi … Zaufanie, itd. Niemal cały czas zachowujesz się nieświadomie w taki sposób, aby wpływać na ludzkie emocje!

Zatem wróćmy na dobre do zarządzania Zaufaniem…

Zaufanie to taka emocja, bez której nie ma dosłownie NIC. Jeśli klient Ci nie ufa, to nie wyda u Ciebie złamanego grosza. Pójdzie do tej kancelarii, której będzie ufał choćby w minimalnym stopniu. Ufał, że mu pomoże. Ty też zachowujesz się tak samo. Nie kupujesz rzeczy, co do których nie masz zaufania. Nie kupujesz usług od usługodawców, którym nie ufasz. Prawda?

Zobacz… jeśli ktoś chce się rozwieść, to szuka np. adwokata. Albo prawnika. Albo kancelarii prawnej.

O czym to świadczy?

Że ten ktoś szuka usługodawcy spełniającego określone kryteria: musi być prawnikiem, musi być adwokatem, musi specjalizować się w rozwodach (spółkach, restrukturyzacjach, itd.)… A jeśli jego kultura prawna jest bogatsza, to będzie szukał wedle innych, szczegółowych kryteriów: specjalizacja w wąskiej dziedzinie, tytuł naukowy, profesorski, autor książki, gość licznych wywiadów, artykułów, autor bloga, itd.

Różni ludzie z reguły szukają prawnika czy kancelarii wedle różnych kryteriów. Jednak tu jest coś, na co trzeba zwrócić uwagę: owe kryteria są obiektywne! Obiektywne, czyli dające się zmierzyć, sprawdzić, przeanalizować, uwiarygodnić, itd.

Dlaczego to takie ważne?

Dlatego, że świadomość tego faktu jest pierwszym krokiem do zarządzania Zaufaniem.

Wniosek jest taki: Aby zwiększyć do siebie Zaufanie, musisz wygenerować więcej faktów o swoim doświadczeniu, przy czym tytuł zawodowy to absolutna podstawa. 

Proste? Oczywiście!

Relacja z klientem oparta na Zaufaniu jest absolutną podstawą, ale przy tym jest – w gruncie rzeczy – dość prosta to stworzenia.

W tej koncepcji tkwi jednak pewien poważny i ostry haczyk.

Otóż … relacja z klientem oparta na Zaufaniu była dobrym pomysłem, kiedy konkurencja nie była ostra. To były czasy, kiedy to klienci czekali na prawników, a nie odwrotnie. W tamtych starych czasach wystarczyło, że miałeś – miałaś – tytuł zawodowy. Każdy kto szukał adwokata, przychodził mniej więcej do najbliższej mu kancelarii.

Dziś jest inaczej. Dziś jest wielu adwokatów, doktorów prawa, specjalizujących się w określonych dziedzinach, prowadzących blogi prawnicze, mających świetne strony i polecanych przez klientów. Z tego właśnie powodu, opieranie się wyłącznie na Zaufaniu w oczach klienta po prostu zawodzi. Chociaż jest podstawą, bo – jak wspomniałem – bez Zaufania nie ma klienta, to jednak tworzy dość płytką relację i do tego powoduje, że wpływa na obniżanie cen usług prawnych (cena to jest kryterium, którego klienci używają, aby dokonać wyboru kancelarii, jeśli nie mają innych kryteriów).

Czego zatem potrzebujesz w swojej kancelarii prawnej?

Uważaj – pisałem o tym szeroko w Pamiętniku Adwokata – potrzebujesz innych emocji niż Zaufanie! Właśnie dzisiaj te inne emocje są kluczowe w relacji z klientem. O jakie emocje chodzi? Np. o sympatię, dobre uczucia, pozytywne myśli, itd. czyli wiele różnego rodzaju emocji, które nie wynikają z obiektywnych przesłanek. Bo z czego wynika to, czy lubisz tego czy owego? Po prostu lubisz i tyle. Ten ktoś w jakiś sposób Ci “pasuje”, a Ty “pasujesz” jemu. Tak to działa i tak to jest.

Zatem w obok Zaufania powinieneś umieć budować inne emocje, bo to te inne uczucia decydują, czy ktoś wybierze akurat Ciebie i Twoje usługi, a nie kogoś innego i jego kancelarię.

Czy to ma sens?

Oczywiście!

A skąd biorą się polecenia? Właśnie stąd, że klienta z prawnikiem łączy coś więcej, niż tylko Zaufanie. Gdyby to było tylko Zaufanie, to Twoi klienci nie polecaliby Twojej kancelarii ale jakiekolwiek, gdzie jest adwokat, radca prawny, doradca podatkowy, itd… W końcu one także dają gwarancję dobrze wykonanej usługi, czyż nie?

Skoro to ma dla Ciebie tyle samo sensu, co dla mnie, to warto się zastanowić, jak zarządzać tymi innymi emocjami.

Jak je tworzyć…

Nie będę się wdawał w szczegóły… W Pamiętniku Adwokata znajdziesz cały rozdział z odpowiednimi badaniami, które jasno pokazują, że to, czego potrzebujesz, to po prostu umiejętne umożliwienie poznania siebie. Twoi klienci, potencjalni klienci powinni po prostu Ciebie poznać. Poznać w odpowiedni sposób.

Poznanie następnie powoduje, że ludzie zaczynają darzyć Cię innymi emocjami, które w połączeniu z Zaufaniem tworzą bardzo silną relację prawnik-klient. 

A następnie – uważaj, bo to jest hiper ważne – te inne emocje niż Zaufanie, wpływają także na…

Na wzrost Zaufania!

Dlaczego to takie ważne?

Ponieważ jeśli zależy Ci na tym, aby Twoi klienci naprawdę Ci ufali, to nie osiągniesz tego za pomocą obiektywnych faktów, ale za pomocą wzbudzania innych niż Zaufanie, emocji!

Nie wiem, czy dla Ciebie to jest jasne i zrozumiałe, czy nie … Jak widzisz, Zaufaniem można zarządzać, a także całą relacją z klientem, czyli tymi wszystkimi emocjami, jakie łączą Ciebie z Twoimi klientami (otoczeniem). Od tych emocji zależy to, czy będą Cię polecać, przychodzić ponownie, czy będą zadowoleni z Twojej pracy, czy wręcz przeciwnie.

A teraz najlepsza rzecz…

Fajnie by było, gdyby wszystkie te operacje, całe zarządzanie emocjami i budowanie relacji można było zautomatyzować. I żeby to działało przez długie lata nawet wtedy, kiedy się tym nie zajmujesz, kiedy śpisz, czy pracujesz, czy bawisz się na plaży z dzieciakami.

Uważaj – do tego właśnie służy prawniczy blog! Umiejętnie poprowadzony prawniczy blog zrobi to, co Ty sam musisz robić w świecie rzeczywistym, z tą różnicą, że na budowanie relacji w blogu nie musisz poświęcać czasu – on zrobi to za Ciebie.

***

Zdjęcie powyżej: rawpixel

Zły blog prawniczy

Rafał Chmielewski        24 października 2018        2 komentarze

Zły blog prawniczyNie, nie bój się złego prawniczego bloga. On nie zjada nikogo. To nie jest dom zły, czy zły pies. Nie gryzie 😉

Ale … może wkurzać.

Czym?

Brakiem ruchu – bezruchem …

Znowu o młotku

Nie wiem, czy czytałeś Pamiętnik Adwokata. Tamże w pewnym momencie piszę o tym, że jeśli planujesz strategię promocji swojej kancelarii, która zakłada prowadzenie prawniczego bloga, to najlepiej będzie, jeśli taki blog wdroży Ci agencja, która ma doświadczenie w prawniczym marketingu, a najlepiej we wdrażaniu prawniczych blogów [nie ma ich na świecie wiele, ale znajdziesz ;-)]. Inaczej po prostu stracisz czas i pieniądze.

A co najgorsze, poweźmiesz całkowicie fałszywą opinię, że blog prawniczy nie działa i nigdy już nie skorzystasz z tej efektywnej formy promocji. Przecież jeśli masz młotek ze styropianu i probujesz nim wbić gwóźdź, to jeśli nie możesz, to nie znaczy, że młotek jest narzędziem do bani. To znaczy, że Twój młotek jest do kitu i powinieneś go zmienić. Oczywiste, prawda?

Z życia wzięte…

Dzisiaj zauważyłem na FB, jak jedna z kancelarii chwali się swoim nowym blogiem: “Przyjdźcie i podziwiajcie mój super blog” – mniej więcej taki był przekaz. Kiedyś miałem więcej czasu i pisałem do autora takiego bloga, jakie w jego blogu są błędy. Ale dziś już na to czasu nie mam i zwyczajnie mi się nie chce. Zatem dzisiejszy chwalipięta zostanie ze swoim blogiem i nadzieją na nie-wiem-co. Trudno. Trzeba czytać książki, a w szczególności Pamiętnik Adwokata HAHAHA!!! 🙂

Jak ten blog wyglądał?

Miał same obrazki na swojej stronie głównej. Więc ja pytam: Jak to ma się w ogóle pozycjonować? Żeby witryna, jakakolwiek witryna, była widoczna w wyszukiwarkach, musi mieć jakieś słowa, a nie obrazki. I blog ma właśnie tę zaletę, że ma całe mnóstwo słów. Dlatego między innymi tak świetnie się pozycjonuje. Całe mnóstwo słów na stronie głównej. Jeśli zamiast słów masz piękne zdjęcia – to … masz jedynie fajnego bloga o ile zdjęcia się podobają Twoim czytelnikom.

Tymczasem kluczem są słowa

Słowa to podstawa – fundament – warunek sine qua non prowadzenia bloga z sukcesem. Słowa widoczne od razu, jak się wchodzi na stronę główną. Kluczem są słowa – słowa kluczowe.

Zwykłe agencje marketingowe potrafią zrobić pięknego bloga. Ale musisz wiedzieć, że Ferrari nie służy do ciężkiej orki. Musisz mieć do tego traktor – najlepiej John Deer. Piękny blog może będzie odpowiedni dla bloga lifestylowego, czy dla szafiarki, czy dla fotografa. Ale nie dla kancelarii prawnej. Sztuka polega na tym, aby stworzyć piękny blog, ale żeby także miał dużo treści na stronie głównej.

Takich pięknych blogów prawniczych w web.lex stworzyliśmy już całe mnóstwo. Kilka z brzegu:

Taki blog ma sens. On się świetnie pozycjonuje. Daje Ci spokój, że bez względu na to, co zrobisz, on będzie działał.

Taki blog jest dobrym blogiem prawniczym.

Na koniec: Jeśli chcesz mieć dobry prawniczy blog szczerze polecam Ci lekturę Pamiętnika Adwokata >>

*****

Trochę autoreklamy – przeczytaj artykuł pt.: Dlaczego warto lecieć z web.lex … bo naprawdę warto 🙂

Rafał

***

Zdjęcie: Dane Deaner