Rafał Chmielewski

Jestem prawniczym blogerem od 2008 roku. Od 2009 roku prowadzę blog o e-marketingu prawniczym. Od tego czasu też kieruję web.lex - firmą konsultingową wdrażającą najlepsze na świecie blogi prawnicze w Polsce i za granicą.
[Więcej >>>]

Po co w kancelariach piszemy blogi

Rafał Chmielewski30 stycznia 201616 komentarzy

Właśnie rozpocząłem III Rozdział Pamiętnika Adwokata, dotyczący Strategii bloga prawniczego. W końcu jakieś… konkrety 🙂

Strategia jest jak mapa, wskazówki mówiące o tym, gdzie jest Twój cel i jak się do niego dostać.

Po dość obszernym wstępie zacząłem o celach bloga prawniczego:

1. Cele strategiczne

Oczywiście: zawsze koniec końców chodzi o pieniądze. Ale powiedzieć, że celem prowadzenia bloga w kancelarii jest więcej pieniędzy, to jak powiedzieć, że celem dzisiejszego obiadu jest to, żeby dożyć swojego ostatniego dnia. A tymczasem celem zjedzenia smacznego posiłku może być dostarczenie swojemu organizmowi składników odżywczych. Zatem tak: celem prowadzenia bloga jest większa ilość pieniędzy i klientów w kancelarii, ale są to cele pośrednie. Celem bezpośrednim może być coś innego. Co?

Zanim Ci na to pytanie odpowiem chciałbym powiedzieć Ci, dlaczego celem bezpośrednim bloga nie są pieniądze i dlaczego zrozumienie tego jest takie ważne.

Wiesz… mam coraz częściej taką oto refleksję…

Kiedy powstawały pierwsze blogi prawnicze Kasi Przyborowskiej, Karola Sienkiewicza, Błażeja Sarzalskiego, Ani Tarczyńskiej, Agnieszki Swaczyny, czy Kaliny Jarosławskiej, to były czasy, kiedy blog prawniczy był jeszcze bajką o żelaznym wilku. A to byli ludzie, którzy już wtedy widzieli przyszłość taką, jaka jest dziś. To jest po prostu – parafrazując wieszcza – “inny sort Polaków”.

Mając tak szerokie horyzonty robi się pewne rzeczy inaczej. Nie dlatego, że dają zysk. Ale dlatego, że wnoszą coś do świata. I za tym dopiero idą potem pieniądze, a nie przed.

Dzisiaj blogi prawnicze coraz częściej stawiane są w kancelariach dlatego, że dają zysk. Że dały komuś wcześniej, to znaczy, że będzie tak w każdym przypadku.

Otóż nie będzie. Do tego trzeba być szalonym jak wspomniana szóstka. Tacy prawnicy-autorzy są i dzisiaj. Zresztą dobrze ich znam i wiem, jakie góry przenoszą. Jednak coraz częściej blog jest postrzegany jak maszynka do pieniędzy.

To jest jeden z powodów, dla których on – blog – nie będzie działał. 

No… i o tym też wspomnę ofkors 🙂

Trzymaj się! 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-28 o 13.14.55

Oto one (których się nie spodziewałem wcześniej):

1. Kurde, ile jeszcze przede mną roboty…

Nie przypuszczałem, że to kiedyś powiem. W sumie dziennie produkuję tysiące liter w blogu i poczcie elektronicznej. Ale jednak jest to innego rodzaju twórczość, niż napisanie książki. Zapomniałem o tym, jak się pisze choćby pracę magisterską, że ciągłe korekty, itd. A tutaj tak właśnie jest. Cóż, będę musiał przełknąć tę gorzką pigułkę …

2. Kurde, nie mogę jednak pisać tak, jak w blogu…

Zauważyłem jedną rzecz: tutaj, w blogu, mogę sobie pisać jak chcę. Więcej, nawet jest to pożądane. Ale jednak książka to co innego. W blogu używam języka potocznego, który ze swej natury jest nieostry i na dobrą sprawę można by się do wszystkiego przyczepić. Ale w książce, nawet jeśli jest prostym poradnikiem, który z pewnością nie postawi mnie zaszczytnym gronie Noblistów, jest jednak inaczej – po prostu powinien być bardziej rzetelny. I tak nie będzie rozprawą doktorską, ale jednak powinienem się pilnować …

3. Kurde, nie mogę jednak napisać wszystkiego…

Bo widzę już uwagę redaktora: Panie, ale nie możemy w tej cenie wydrukować encyklopedii, bo nam się budżet nie zepnie! Więc się zastanawiam, co jest ważne, a co można pominąć. Ale już widzę, że zostawię część materiału do pobrania on-line. W książce będzie tylko link do nich. W ten sposób będzie wszystko, co ważne i co mniej ważne, ale jednak ważne 🙂

*****

Pozdrawiam Cię słonecznie!

O współpracy z agencją marketingową

Rafał Chmielewski27 stycznia 20167 komentarzy

No, nie mogło tego tematu zabraknąć przecież w Pamiętniku Adwokata. Nie każdy wszak radca prawny, adwokat, doradca podatkowy, rzecznik patentowy, itd. ma doświadczenie w zakresie kodowania i grafiki. Większość kancelarii jednak poszukuje wykonawcy swojego bloga (chyba, że o czymś nie wiem :)).

Jak wybrać agencję, na co zwracać uwagę, jakie są zalety a jakie wady współpracy z agencją marketingową? Zobacz co napisałem:

… a gratis dodamy Państwu do Waszej strony internetowej opcję bloga. Z jednej strony będziecie Państwo mogli pokazać w ten sposób swoje doświadczenie, ale z drugiej to ten blog będzie poprawiał naturalną pozycję Państwa nowej strony w wyszukiwarkach. Taką ofertę zazwyczaj składają agencje marketingowe kancelariom, które zmieniają swoją internetową wizytówkę, ale wcale nie zawsze potrzebują bloga. Pomijając to, że oba te założenia (pokazanie doświadczenia i poprawa pozycjonowania) są nieprawdziwe, to stając w obliczu braku jakiegokolwiek pozytywnego działania takiego bloga kancelaria stwierdza, że blog prawniczy nie jest jej potrzebny. I ma rację! Taki blog zdecydowanie nikomu nie jest potrzebny. Nie twierdzę przy tym, że agencja nie ma doświadczenia, czy nie ma wiedzy. Zapewne ma. Ale nie w branży prawniczej. Porozmawiajmy zatem chwilę o współpracy z agencją.

Kiedy podjąłeś decyzję o stworzeniu bloga prawniczego w swojej kancelarii to masz dwie opcje: albo zrobisz to sam (np. sam sobie zaprojektujesz i zakodujesz, albo założysz blog na darmowej platformie wordpress.com, o czym już mówiłem powyżej) albo zlecisz to wyspecjalizowanej agencji marketingowej. Jeśli nie zamierzasz spróbować blogowania na darmowej platformie, to nie radzę Ci zabierania się za projektowanie i kodowanie bloga samodzielnie. Stracisz dużo czasu a efekt nie będzie zadowalający. Lepiej zapłacić specjaliście i w ciągu kilku tygodni cieszyć się narzędziem z górnej półki. Na szczęście wykonanie bloga nie jest jakąś skomplikowaną czynnością, zatem cena nie będzie zbyt wygórowana.

Jak wybrać właściwą agencję? Przede wszystkim radzę Ci popytać wśród znajomych. Na pewno polecą Ci agencję godną zaufania. Jeśli już masz dobre doświadczenia z takim wykonawcą możesz spokojnie poprosić go o wykonanie bloga dla Twojej kancelarii. Najlepiej jednak jest skorzystać z pomocy agencji, która specjalizuje się w marketingu za pomocą bloga, a już w szczególności, jeśli operuje wyłącznie w branży prawniczej. Dlaczego? Z wielu powodów.

Po pierwsze dlatego, że taka agencja nie bierze pod uwagę jedynie Twoich potrzeb, ale też potrzeby Twoich klientów. Rozumie je i dopasowuje Twoje oczekiwania do ich potrzeb.

Po drugie, doradzi Ci w zakresie wyboru specjalizacji bloga, tematu i innych rzeczy, które znacznie przybliżą Cię do sukcesu Twojej strategii e-marketingowej.

Po trzecie, taka agencja zazwyczaj rozumie, co do niej mówisz. I jeśli masz na myśli blog w temacie prawa handlowego, to zada Ci pytania dodatkowe, jak np. czy interesuje Pana prawo spółek, czy może umowy handlowe. A jeśli prawo spółek, to jaki rodzaj spółki w szczególności. A jeśli spółka komandytowa, to zasugeruje, czy nie lepiej skupić się np. na rejestracji tej spółki, albo na jej likwidacji, albo przekształceniu. Ustali dodatkowo potencjalny sukces w oparciu o szczegółowe dane z sieci. W „zwykłej” agencji marketingowej takich pytań nie usłyszysz – ona zrobi dokładnie to, co chcesz, co nie zawsze będzie dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem.

Po czwarte, agencja taka przeszkoli Cię z użytkowania bloga prawniczego i pomoże zrozumieć, na czym polega jego skuteczne prowadzenie.

Po piąte, pomoże Ci wystartować, naprowadzi na właściwe tory, przeanalizuje statystyki, zaproponuje zmiany w strategii w razie konieczności, doradzi w dalszych poczynaniach, zadba o system bloga i w razie potrzeby zmotywuje Cię do działania.

Po szóste w końcu, pomoże Ci dodatkowo promować Twojego bloga, aby rozwijał się jeszcze szybciej i szybciej docierał do czytelników i potencjalnych klientów.

Dzięki takiej usłudze będziesz wiedział lepiej, czy to, co robisz, prowadzi Cię do oczekiwanego rezultatu. A jeśli tak, to cel osiągniesz znacznie szybciej. Oczywiście jest to wariant usługi z oczywistych powodów znacznie droższy, ale za to dający więcej bezpieczeństwa i pewności, że jesteś na właściwej drodze. Widziałem wielokrotnie blogi prawnicze, które były zrobione samodzielnie od A do Z i w większości przypadków ani nie wyglądały dobrze, ani też nie były prowadzone dłużej, niż kilka miesięcy. Zatem profesjonalne wsparcie po prostu zagwarantuje Ci to, że nie stracisz najdroższego aktywa, czyli czasu.

Przyznam Ci się szczerze, że miałem tutaj nieco problemu, aby napisać tak, by nie wynikało z tego, że promuję web.lex Kilka razy zmieniałem ten tekst. W pewnym momencie nawet pomyślałem, że w sumie to nic złego przecież, jeśli napiszę, jak usługa wsparcia kancelarii w zakresie bloga prawniczego wygląda właśnie w web.lex.

No ale ostatecznie z tego zrezygnowałem.

Dziś skrobałem w kawiarni:

Rafał Chmielewski Pamiętnik Adwokata

Trochę o relatywizmie

Rafał Chmielewski25 stycznia 20164 komentarze

No właśnie zrobiłem korektę Wstępu i Pierwszego Rozdziału Pamiętnika Adwokata

IMG_1093

… jak widzisz, dość obszerną miejscami, i uświadomiłem sobie jedną istotną sprawę, o której nie wspomniałem pierwotnie, a którą powinienem był dodać, i ją dodałem właśnie podczas korekty.

Otóż do wstępu dodałem jeden akapit, który mówi:

Chciałbym też z całą mocą podkreślić, że nie uzurpuję sobie prawa do posiadania „jedynie słusznej prawdy”. Kto tak twierdzi, przynajmniej w ramach doświadczenia marketingowego, jest nieszczery. Skuteczność działań marketingowych, a tym samym prawdziwość różnorakich teorii i zasad w tym zakresie, zależy zawsze od zachowania ostatecznego odbiorcy przekazu marketingowego, a ten zachowuje się zwykle inaczej niż tego sobie życzymy. Zatem w różnych okolicznościach pewne zasady działają, a pewne nie działają. Dlatego chciałbym, abyś wiedział, iż zasady opisywane dalej wynikają z mojego doświadczenia, jednakże widziałem sytuacje, w których się one nie sprawdzały. Wówczas trzeba było podjąć inne działania, aby osiągnąć zamierzony wcześniej cel. Ta sytuacja może dotyczyć również Ciebie i Twojego bloga, dlatego bądź czujny, testuj i myśl nieszablonowo. 

O co w tym chodzi?

Widzisz… dobry marketer wie, że marketing to ciągłe testowanie, testowanie i testowanie, coraz to lepszej oferty. Dlaczego? Dlatego, że jest istotny rozdźwięk pomiędzy tym, co chcesz osiągnąć, a tym co możesz zrobić. Innymi słowy mówiąc: między Twoimi celami, a zachowaniami Twoich klientów. Nigdy nie wiesz, jak się zachowają. Możesz chcieć jedno, ale oni zrobią drugie. I co? I nic. Tak już jest.

Ludzkie zachowania zmieniają się także w czasie, zmieniają się w zależności od przyjętej w danym momencie roli społecznej, itd, itd… Nie zdziwiłbym się, gdyby i pogoda miała wpływ na podejmowane decyzje 🙂

W tym fragmencie chodzi mi o to, aby mój czytelnik nie brał wszystkich moich twierdzeń za jedynie słuszną prawdę. Wynika to z tego, że to, co się sprawdzi w jego grupie docelowej, nie musi się sprawdzić w mojej, i odwrotnie. Mimo tego, że obaj możemy prowadzić blogi prawnicze.

Przykład? Proszę:

Pan Rafał jest głównym księgowym w firmie Stalex SA.

Panu Rafałowi ostatnio zmarła mama.

Pan Rafał w firmie Stalex ma do zbadania strukturę przepływów między podmiotami z grupy. Ale nie ma pojęcia, jak to zrobić. Więc pan Rafał radzi prezesowi, żeby wynajął kancelarię prawną do tego celu, albo skorzystał z usługi biegłego rewidenta. Pan Rafał wie, że tylko w ten sposób upora się sprawnie z problemem.

Ten sam pan Rafał po pracy wraca do domu z myślą, że musi uporządkować sprawy związane z testamentem jego zmarłej mamy. Pan Rafał wchodzi do domu, głaszcze kota, karmi rybki, włącza komputer i pyta Wujka Sama: “testament po zmarłej mamie”. Wchodzi na blog jednego prawnika i czyta. Następnego dnia, wchodzi na blog innego prawnika i czyta. Ostatecznie w ten sposób pan Rafał spędza kilka ładnych dni i tygodni. I nie przyjdzie mu do głowy, żeby skorzystać z usługi adwokata, czy radcy prawnego, czy notariusza, itp.

To jest ten sam pan Rafał.

W jednej sytuacji wie, że trzeba wynająć kancelarię prawną, ale w drugiej nie wie, że powinien to zrobić.

[Pan Rafał nie jest zbyt rozgarnięty]

[Nie bądź, jak pan Rafał :)]

PS.: Imię zostało zmienione…

No ale pomijając żarty: komuś się może wydawać, że kucharki to inna grupa docelowa niż klienci kancelarii prawnej. To prawda w 100%. Ale uwaga: w samej grupie klientów kancelarii prawnych są różnorodne grupy docelowe. 

Dlatego, musisz poznać swoją grupę. Nauczyć się jej zachowań. Być może na początku nie zareaguje, ale nie przejmuj się i zmieniaj. Testuj.

I o tym jest ten fragment, który dodałem właśnie do Pamiętnika Adwokata.

🙂

Ile grafiki w blogu prawniczym

Rafał Chmielewski21 stycznia 20162 komentarze

Dzisiejszy fragment Pamiętnika Adwokata dotyczący wyglądu bloga prawniczego powstawał w Costa Coffee:


IMG_1057

Obalałem w Costa ostatni z zaplanowanych mitów dotyczących blogów prawniczych. Większość kancelarii, które życzą sobie byśmy je wsparli w prowadzeniu bloga i zarządzaniem tym blogiem, chce, aby ich blog wyglądał tak, jak web.lex blogi tworzy. Wedle sprawdzonego schematu. Wyraziste, proste logicznie, schludne.

Ale są kancelarie, które marzą o blogu prawniczym, ale wyglądającym jak blog Jasona Hunta. Czyli dużo obrazków, mało treści – przynajmniej na stronie głównej.

Dlaczego dla bloga prawniczego nie jest to dobre rozwiązanie? O tym właśnie napisałem w Pamiętniku Adwokata:


MIT 9: Blog powinien mieć dużo grafiki

Wygląd bloga w ogóle na przestrzeni lat ulegał wartkim zmianom. Ich źródłem były nie tylko wrażenia estetyczne, ale też technologia. Dzisiejsze blogi są kolorowe, piękne, bardzo dynamiczne. Mają dużo grafiki, zdjęć i można powiedzieć, że w pewnym sensie, jak wszystko w okół, podlegają trendom modowym. Z tego powodu dzisiejsi prawnicy często wyobrażają sobie swoje własne blogi w ten sposób. A agencje marketingowe rzecz jasna do tych życzeń chętnie nawiązują. 

Oczywiście nie ma nic złego w takim wyglądzie bloga. Przyjemnie jest patrzeć na blog artystycznie dopracowany w szczegółach. Pytanie tylko jest takie: jaki cel realizować ma blog prawniczy? Na pewno zapewnienie estetycznych wrażeń czytelnikom znajduje się na końcu tej listy, prawda? 

Podczas pracy nad blogami prawniczymi, które w web.lex wspieramy na co dzień, wielokrotnie przekonywaliśmy się o jednej rzeczy: im więcej tekstu na stronie głównej, tym w blogu jest większy ruch. Jeśli zaś na stronie głównej bloga zaczynają przeważać obrazki na niekorzyść tekstu, efekt jest przeciwny. A jeśli ruch jest mniejszy, to oczywiście skutek marketingowo-biznesowy jest trudniejszy do osiągnięcia. Zatem wszelkie obrazki, albo nawet stosowanie tzw. formy kafelkowej, która ogranicza ilość treści na stronie głównej, wpływają niekorzystnie poziom ruchu w blogu. 

Skąd taki efekt się bierze? Winowajcą jest Google. Dla tej wyszukiwarki ilość treści, przede wszystkim na stronie głównej, ma znaczenie. Im jej więcej, tym blog jest wyżej w wynikach wyszukiwania. Proste. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie należy polegać na Google, gdyż najlepsi blogerzy spoza naszej branży nie zwracają uwagi na wyniki wyszukiwania, a i tak osiągają bajeczny poziom ruchu i dobre zyski w związku z tym. Owszem, to prawda. Jednak takie podejście nie sprawdzi się w naszej branży, gdzie blog nie jest głównym źródłem dochodu, a jedynie dodatkiem do przedsiębiorstwa. Blogerzy lifestylowi poświęcają swoim blogom całe swoje zawodowe życie i to jest dokładnie to, co powinni robić dla przyciągnięcia społeczności, natomiast prawnicy poświęcają się pracy dla klientów i zwyczajnie na prowadzenie bloga zostaje im bardzo mało czasu. Dlatego bezsprzecznie Google jest podstawowym dostarczycielem ruchu do blogów prawniczych i dlatego autor takiego bloga powinien zadbać o ruch z wyszukiwarki. Czyli schować obrazki a postawić na tekst. 

Inna sprawa jest taka, że zbyt wiele grafiki zaburza odbiór treści, może dekoncentrować, a nawet mylić. A w blogu prawniczym treść jest wszystkim. Czytelnik zagląda do takiego bloga w poszukiwaniu wartościowej wiedzy, a nie wrażeń estetycznych, dlatego nie ma dla niego znaczenia, czy blog jest śliczny, czy nie-śliczny. Liczy się to, czy on może się czegoś dowiedzieć w sposób błyskawiczny i łatwy. 

Kto tak naprawdę czyta blogi prawnicze?

Rafał Chmielewski20 stycznia 201612 komentarzy

Teraz, tworząc kolejne wersy Pamiętnika Adwokata, skupiam się na obalaniu mitów związanych z blogiem prawniczym. Napisałem swego czasu nawet fajny, krótki artykuł na ten temat w moim blogu e-marketingowym (zobacz tutaj >>) i teraz posłużył on w części za podstawę całego rozdziału w poradniku.

Jaki będzie efekt, przekonasz się, mam nadzieję, całkiem niedługo. Natomiast teraz chciałbym przytoczyć Ci fragment dotyczący powszechnej wątpliwości, że blogi prawnicze to czytają tylko osoby fizyczne, a także, że klientami autorów blogów prawniczych są wyłącznie takie osoby, a nie przedsiębiorcy. 

Cóż … z mojego doświadczenia wynika, że jest zupełnie, ale to ZUPEŁNIE inaczej. Posłuchaj mojego opowiadania:

Blog jest skuteczny jedynie dla osób fizycznych

Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest ten, że blog prawniczy jest skuteczny jedynie wtedy, kiedy jest skierowany do osób fizycznych. Nic bardziej mylnego. Dlaczego? Przyczyna jest prosta: osoby fizyczne w naszym kraju dużo rzadziej niż firmy korzystają z pomocy kancelarii prawnych. I blog prawniczy tutaj niestety niewiele zmienia. Dobrze wszyscy wiemy natomiast, że póki co u przedsiębiorców jest inaczej. Dużo łatwiej wydać jest pieniądze na obsługę prawną firmie niż osobie fizycznej. Dlatego najlepszymi klientami po lekturze bloga prawniczego są właśnie przedsiębiorcy. Oczywiście blogi skierowane do osób fizycznych są odwiedzane o wiele częściej, ale nie jest tak, że ten duży ruch bezpośrednio przekłada się na liczbę klientów. Bywa nawet, że blog o dobowym ruchu 30 przynosi wielokrotnie większy dochód, aniżeli blogi do których zagląda 4.000 osób na dobę.

Przy okazji obalania tego mitu w rozmowach z kancelariami z reguły pojawia się pytanie: czy blogi prawnicze czytane są przez prezesów firm. Cóż, tego to nikt nie wie na pewno dopóki nie zostaną przeprowadzone jakieś badania. Jednakże nawet to, że nie są czytane przez CEO’s nie oznacza, że blogi w tej grupie docelowej nie mają sensu. Jest wręcz przeciwnie. Gdyż nawet, jeśli prezesi blogów prawniczych nie czytają, to czytają je ich podwładni, czy osoby w jakiś sposób zależne od ich firm i mogące polecić ten czy inny blog, autora tego bloga, prawnika, oraz cała rzesza innych ludzi. A nigdy nie wiadomo jakimi ścieżkami wiadomość o blogu się rozchodzi i czasami relacje klientów, którzy przyszli po lekturze bloga, są wręcz zaskakujące. Ale najważniejsze jest to, że blogi mające w grupie docelowe firmy radzą sobie dużo lepiej. 

Widzisz zatem, jak jest 🙂

 

Po co mi blog prawniczy

Rafał Chmielewski20 stycznia 20164 komentarze

Po co mi blog prawniczy? Wczoraj miałem okazję uczestniczyć w procesie twórczym Pamiętnika Adwokata jadąc do – i z Trójmiasta:

IMG_0964

Obok mnie siedział nie kto inny, jak sam Maciek Gnyszka, przedsiębiorca, inspirator i mój wspólnik w web.lex Synergy. Razem pisaliśmy: ja Pamiętnik Adwokata, on post do swojego bloga:

IMG_0963

W pewnym momencie pytam Maćka – Jak statystyki w Twoim blogu? To Maciek pokazał mi istotny wzrot liczby czytelników w ciągu ostatniego roku. – Jest dobrze – mówię. – Ale czy ten blog Ci coś daje? – pytam. A mój współpodróżnik odpowiada: Gdyby nie ten blog nie byłoby wszystkich moich przedsięwzięć, które dziś funkcjonują w formie odnoszących sukcesy firm.

Przypomniałem sobie od razu to, co ja zawsze powtarzam, kiedy jestem pytany o to samo: czy blog e-marketing prawniczy przynosi mi jakąś korzyść. 

Czy on przynosi mi korzyść?

Szczerze?

Gdyby nie ten blog, to nie byłoby tego, co czytasz, nie byłoby web.lex, ani web.lex Synergy, nie byłoby Grupy web.lex, nie byłoby najlepszych na świecie blogów prawniczych. Nie byłoby dziesiątek kontaktów, konferencji, wypowiedzi w mediach. Nie byłoby planów i zamierzeń. Nie byłoby zespołu i pracowników. Wielu rzeczy by nie było.

Blog to wspaniałe narzędzie. 

Simon Sinek w swojej książce Start With Why mówi na końcu, że lider musi mieć dwie rzeczy: wizję, oraz narzędzie do przekazania tej wizji. A w mojej opinii blog, to właśnie takie narzędzie.

I w Pamiętniku Adwokata opisuję, jak to narzędzie dobrze wykorzystać.

Temat niepoważny

Rafał Chmielewski16 stycznia 20162 komentarze

Dziś do Pamiętnika Adwokata dopisałem kilkanaście (lub więcej – nie liczyłem :)) zdań na temat, który jest powszechnie uznawany przez prawników za niepoważny, ale jednocześnie jest niezwykle ważny, jak nie najważniejszy.

O co chodzi?

O pieniądze?

Nieeeee…….

🙂

O emocje.

Zobacz sam:


Blog eliminuje efekt pierwszego wrażenia

Znasz to na pewno: do kancelarii przychodzi klient. Widzi Ciebie i Twoją kancelarię po raz pierwszy. Ten moment pierwszego zetknięcia się z Tobą powoduje u niego jakiegoś rodzaju emocje. Dobrze, jeśli są pozytywne – gorzej, jeśli negatywne. Negatywne emocje nie spowodują zaraz tego, że klient ten się odwróci i odejdzie, ale nawet jeśli będziesz z nim współpracował dłużej, to nie będzie on do końca zadowolony z Twojej pracy, nie będzie chciał Cię polecać, będzie skłonny się targować, itp. Najgorsze jest to, że te emocje nie odchodzą ot tak sobie. One zostają. Zostają niestety na lata. 

Natomiast z blogiem prawniczym ten efekt nie występuje. To znaczy występuje, ale znacznie wcześniej. Zobacz: kiedy zamiast do Twojej kancelarii klient zagląda najpierw do bloga, to w tym momencie powstają pierwsze emocje. Efekt pierwszego wrażenia ma miejsce właśnie teraz. I, bardzo ważna rzecz, jeśli emocje te są negatywne, to ów klient już nie zwraca Ci dalej głowy, nie pisze, nie dzwoni, nie przychodzi. W ogóle. On już zaraz po tym wyszedł z Twojego bloga i już Cię nie pamięta. Natomiast jeśli kontaktuje się Tobą, to na pewno emocje podczas pierwszego kontaktu w blogu były pozytywne. Praca z takim klientem jest dużo przyjemniejsza, prostsza i owocniejsza. A Ty masz spokojniejszą głowę.

Blog wywołuje emocje

Możesz się z tym nie zgadzać, ale wszystkie decyzje, jakie podejmujesz, oraz jakie podejmują Twoi klienci, łącznie z tym, że wybierają akurat Twoją kancelarię, wynikają z emocji. Sto razy słyszałem: Rafał, to nie prawda – nasi klienci przychodzą do nas z polecenia, albo dlatego, że nam zaufali. Ja na to odpowiadam: Oczywiście, że tak! Jednak czymże innym, jak nie emocją, jest zaufanie?

Zaufanie to emocje. Kropka. Zaakceptowanie tego faktu i zrozumienie, w jaki sposób powstaje, jest kluczem do wypracowania odpowiednich metod i sposobów budowania zaufania, które jest podstawowym elementem relacji z klientem. O tym będę Ci opowiadał jeszcze bardzo dużo później, jednak w tym miejscu chciałbym zwrócić Twoją uwagę na inny aspekt emocji.

Emocje są podstawowym czynnikiem, które mogą wyróżnić Cię z tłumu konkurencji. Wiele blogów prawniczych jest emocjonalnie płaskich. Zawierają treści prawnicze, obiektywnie wartościowe, ale będące jedynie komentarzem stanu prawnego. Takich treści w sieci jest wiele, a będzie jeszcze więcej. Dużo więcej. Prowadząc nieemocjonalnego bloga wchodzisz w konkurencję z setką artykułów w innych blogach, portalach, forach, i innych miejscach sieci. Nie jest to dobra perspektywa. Tym bardziej, że – uwaga – blogi takie pozycjonują się znacznie gorzej, niż blogi emocjonalne.

Blog przesiewa klientów

Twój blog musi odpychać czytelników! – powtarzam wielokrotnie podczas szkoleń w kancelariach prawnych, co wywołuje oczywiście konsternację. Ale tak to właśnie wygląda, bo jeśli nie będziesz w stanie odpychać swoimi emocjami pewnych ludzi, to innych, tych na których najbardziej powinno Ci zależeć, nie przyciągniesz do siebie. Jeśli chcesz prowadzić skuteczny blog prawniczy musisz odważyć się na to, żeby swoją osobowością odpychać, i zgodzić się z tym, że nigdy nie przyciągniesz wszystkich, a tylko tych, którzy będą doceniali to, jaki jesteś. Na szczęście blog komunikuje się masowo z niezliczoną liczbą osób, zatem mimo wspomnianego odpychania klientów nie powinno Ci zabraknąć.

Temat emocji w marketingu kancelarii prawnej jest zazwyczaj pomijany, lekceważony i traktowany jako niepoważny, jednak prawnicy, którzy prowadzą najskuteczniejsze blogi na świecie, są mistrzami w pobudzaniu odpowiednich emocji u swoich czytelników. Nie ma w tym nic złego, ani niepoważnego, gdyż Ty robisz dokładnie to samo na przykład ubierając się odpowiednio, czy podając pyszną kawę swojemu klientowi, tylko że w ten sposób o tym nie myślisz.

Tematu emocji w tym fragmencie nie wyczerpałem jednak. Tak naprawdę, to najważniejszy fragment związany z emocjami jest jeszcze wciąż przede mną. Fragment, w którym opowiem o tym, jak budować za pomocą bloga relację.


Depositphotos_8906826_xs

Dziś nie za wiele wpadło liter do rękopisu Pamiętnika Adwokata. A to za sprawą tego, że miałem w ciągu dnia 5 wyczerpujących spotkań.

Co ciekawe, 4 z pięciu osób (prawników), których miałem przyjemność dzisiaj odwiedzić, uznało, że tytuł Pamiętnik Adwokata jest bardzo dobry/świetny. To jest tym bardziej zaskakujące, że ich nie pytałem o opinię, a nawet nie informowałem o książce – oni po prostu o niej wiedzieli. I samodzielnie wyrazili swoje zdanie.

Wciąż więc utwierdzam się w przekonaniu do dobrym wyborze i o tym, że czasem warto odsunąć logiczne myślenie na bok i posłuchać swojej intuicji [pisałem o tym w artykule: Dlaczego “Pamiętnik Adwokata”].

*****

Teraz, wieczorem zasiadłem do Maca aby dopisać resztę wiadomości dotyczących cech bloga prawniczego.

Oto, jakie cechy opisałem do tej pory:

  • Blogi doskonale pozycjonują się w wyszukiwarkach
  • Blogi są doskonale dopasowane do wizerunku kancelarii
  • Blog jest własnością swojego autora
  • Blog łączy ludzi
  • Blog umożliwia swobodną interakcję
  • Autorzy blogów cieszą się dużym zaufaniem
  • Blogi są zgodne z etyką zawodową

A to nie wszystko. Nie ma jeszcze tutaj kluczowych informacji, jak choćby tej, że blogi przełamują efekt pierwszego wrażenia, czy że stanowią idealny punkt do sprzedaży usługi. Dziś, mam nadzieję, o tym jeszcze napiszę.

Jutro gnam do Poznania, a pojutrze do Lublina. Zatem najbliższe dni będą nie za bardzo obfitowały w twórczość 🙂 Muszę się streszczać, żeby zdążyć oddać rękopis wydawcy pod koniec marca.

Życzę Ci spokojnego wieczoru!

🙂

O bezpieczeństwie treści i własności

Rafał Chmielewski12 stycznia 2016Komentarze (0)

Produkujemy wartościowe treści, piszemy godzinami do portali, gazet – tracimy czas. Tak – tracimy czas. Bo wszystko to zniknie szybciej, niż Ci się wydaje.

Dziś rano poświęciłem kilkadziesiąt minut na napisanie fragmentu o własności bloga prawniczego i treści na nim przez Ciebie zamieszczonej.

Bardzo ważna sprawa. Wręcz fundamentalna. Bo jeśli nagle tracisz treść, którą pieczołowicie składowałeś na jakimś portalu, to w sekundę nie masz narzędzia promocji. Pomijając to, że wychodzi na to, iż wcześniej zwyczajnie straciłeś czas. To jest kwestia bezpieczeństwa kancelarii.

Z blogiem jest zgoła inaczej – posłuchaj:

Blog jest własnością swojego autora

U samego początku istnienia Facebooka, wszystko co napisałeś na swoim profilu trafiało do osób, które są Twoimi znajomymi. Dzisiaj trafia do nich tylko około 30% Twojej twórczości. Dlaczego? Ponieważ Facebook celowo blokuje tą możliwość chcąc zachęcić Cię do płacenia za dystrybucję Twojej treści. Tutaj rządzi Facebook i to jego szef dyktuje tutaj warunki, nie Ty. Jakiś czas temu podobna zmiana nastąpiła na LinkedIn, portalu na wskroś profesjonalnym i aktywnie wykorzystywanym przez kancelarie prawne do promocji swojego doświadczenia.

Podobna sytuacja miała miejsce, kiedy przygotowywałem się do rozmowy w jednej z wrocławskich kancelarii. Zajrzałem na jej stronę www, a tam, na jednej z podstron, widniało kilkadziesiąt linków zewnętrznych do artykułów napisanych przez partnerów tejże kancelarii. Dość bogaty zbiór. Jednakże tylko kilka z nich wciąż było aktywnych i prowadziło do jakiejś treści. Reszta artykułów została skasowana przez portale, na których były one ulokowane. Cały wysiłek kilkudziesięciu godzin spędzonych nad produkcją wartościowej treści, która miała promować kancelarię, poszedł na darmo. Para poszła w gwizdek, zamiast w tryby.

Zapamiętaj to dobrze: kiedy w marketingu kancelarii korzystasz z platform, których właścicielami są osoby trzecie, nie masz żadnej kontroli nad swoją treścią, która przecież jest Twoją własnością. Nie dość, że występuje ona na wspólnym koncercie z obcymi reklamami, to jeszcze w każdej chwili może zniknąć w czeluści sieci. Natomiast nad swoim blogiem masz pełną kontrolę. Ty decydujesz co czytelnik ma oglądać, a czego nie powinien widzieć. 

 

Pamiętnik adwokata - o własności bloga