web.lex Meeting 2019 – już 31 maja! :)

Rafał Chmielewski        22 maja 2019        Komentarze (0)

Nie ma, powtarzam – NIE MA – w naszej branży konferencji równie merytorycznej, co web.lex Meeting – konferencja dla prawników i kancelarii, z którymi mamy honor i zaszczyt współpracować.

Jeśli bywasz tu i tam to wiesz, że podczas różnych konferencji występują goście, którzy są tam z reguły po to, aby sprzedać swoją wiedzę, usługę czy produkt. Ich przemówienia z reguły mają na celu pośrednią czy bezpośrednią promocję tego, co na codzień oferują. Nie ma się przecież czemu dziwić. Sam przecież robię dokładnie tak samo. A konferencje są w końcu też i po to organizowane, aby ludzie mogli się spotkać, poznać, pogadać itd.

Jednak z tego, w sumie niezbyt licznego grona różnych branżowych imprez, konferencja web.lex Meeting się wyróżnia.

Czym? – zapytasz.

Wszystkim!

  1. Przede wszystkim nikt niczego tam nie promuje, nie oferuje, nie sprzedaje, do niczego nie namawia, nie zachęca i nie roztacza wizji spełnienia marzeń. Nikt też nie ma na celu pozyskania klienta (chociaż partnera biznesowego już tak :)).
  2. Wszyscy uczestnicy w zasadzie się znają, bo należą do kręgu naszych Autorów (klientów) i mają ze sobą kontakt przez cały rok, zatem na web.lex Meetingu spotykają się żeby miło spędzić czas w dobrym towarzystwie.
  3. Po trzecie – panuje prawdziwie rodzinna i przyjacielska atmosfera – nie ma sztywniactwa, garniturów od Armaniego, torebek od Prady i wszechobecnego ĄĘ
  4. Po czwarte w końcu – wykłady są bardzo merytoryczne – dające konkretne rozwiązania i gwarantujące efekty – słowem: bez ściemniania 😉

Tak wygląda web.lex Meeting.

Tegoroczny będzie już niebawem – 31 maja. Jak zwykle gościć nas będzie jedno z najlepszych centrów konferencyjnych – hotel InterContinental. Spędzimy tam wspólnie czas od godziny 9.30 do 18.00 a potem przeniesiemy się do pobliskiej restauracji na after do północy, albo do ostatniego gościa 🙂

Konferencja będzie nagrywana w całości (przez ekipę Andrzeja Kocuby) na wideo i będzie dostępna potem dla wszystkich naszych Autorów także w formie audio (Podcast Premium). Będą także zdjęcia (by Ireneusz Kowal).

Tegoroczny web.lex Meeting ma również patrona technologicznego – program do zarządzania kancelarią prawną online – Vicarius e-kancelaria – w moim przekonaniu zdecydowanie najlepszy program tego rodzaju w Polsce: jeśli jeszcze go nie masz w swojej kancelarii to na pewno powinieneś to rozważyć (zresztą Vicariusowi należy się osobny rozdział w tym blogu HAHAHA!!!). Vicariusa będą godnie reprezentować właściciele firmy, która system stworzyła: panowie Michał Olszewski oraz Andrzej Dzierzgwa.

Każdą z naszych konferencji organizuje wokół jakiegoś tematu. Poprzednim razem była to obsługa klienta. Jeszcze wcześniej zarządzane zespołem, wcześniej – dane osobowe, itd. W tym zaś roku motywem przewodnim będzie organizacja kancelarii prawnej.

O czym zatem dokładnie posłuchamy?

Na samym początku o tym, jak technicznie zorganizować kancelarię, żeby do tego jeszcze było bezpiecznie pod względem ochrony danych i ochrony informacji. Tą wiedzą i doświadczeniem podzieli się z nami Katarzyna Solga, szef zarządzający jedną z katowickich kancelarii prawnych, autorka bloga Jak prowadzić kancelarię.

Następnie posłuchamy o tym, jakie kancelarie prawne robią podatkowe kwiatki i nawet o tym nie wiedzą. O tym z kolei opowie mec. Wojciech Pietrasiewicz, doradca podatkowy, autor dwóch prawniczych blogów Kulturalnie o podatkach oraz Kontrola podatkowa w firmie.

Kolejny wykład poprowadzi mec. Bartosz Gajek – krakowski adwokat, który będzie nas uczył tego, w jaki sposób tak “ogarnąć” bloga, żeby nie poświęcając nań zbyt wiele czasu napisać post, zrobić wideo i jeszcze do tego podcast, a na koniec w rok zrobić w ten sposób zamieszanie w swojej grupie docelowej. Mec. Bartosz Gajek prowadzi blog Na ratunek kreatywnym.

Jako ostatnia, na scenę wskoczy pani Magdalena Góra, terapeutka, trenerka i … prawniczka, która podczas dwugodzinnego wykładu nauczy nas, jak oszczędzać w kancelarii prawnej czas. Profil pani Magdaleny znajdziesz na LinkedIn (natomiast tutaj posłuchasz wywiadu, jaki przeprowadziłem do podcastu W drodze do kancelarii na temat wypalenia zawodowego).

***

To już ósmy web.lex Meeting… powoli zbliża się jubileusz… 🙂

“Czy to źle, że życie prywatne przedkładam nad życie zawodowe?”

Rafał Chmielewski        15 maja 2019        Komentarze (0)

Po moim ostatnim artykule, będącym zaproszeniem na seminarium na temat zatrudniania pracowników do kancelarii prawnej, na moim profilu na FB dwóch szanownych panów napisało komentarze:

Ich wypowiedzi były polemiką z moimi słowami, że to źle, kiedy “pracownika bardziej obchodzi życie prywatne niż zawodowe”.

Czy zatem pracownika powinno bardziej obchodzić życie prywatne niż zawodowe, czy może odwrotnie … ?

Dla wielu na pewno odpowiedź będzie jasna i klarowna:

Nic się tak nie liczy jak życie prywatne – do pracy chodzimy z musu, a żyjemy dla przyjemności przecież.

Wiesz co ja o tym myślę?

Myślę, że wiele “mądrych” ludzi wpoiło nam wiele tego rodzaju dychotomii, które nie tylko nie są prawdziwe, ale dodatkowo szkodliwe. Szkodliwe ponieważ stawiają w opozycji do siebie dwie sfery, które nie istniejąc w swojej istocie, zacierają tym samym prawdziwy obraz rzeczy.

Jednym z tych fałszywych podziałów jest właśnie rozdział życia prywatnego i zawodowego (inne to: work-life balance, czy B2B vs C2C).

Podział ten jest fałszywy ponieważ życie jest jedno.

JEDNO. Zarówno “prywatnie” jak i “zawodowo” jestem dokładnie tym samym Rafałem Chmielewskim. Wyglądam tak samo i tak samo się zachowuję. Mam takie same myśli i takie same emocje. Nic mnie nie różni. Kiedy jestem w nastroju “zawodowym” myślę o swojej “prywatnej” stronie życia i odwrotnie. Ponieważ “prywatnie” chcę mieć pieniądze i cieszyć się tym, czy owym, to “prywatnie” podejmuję decyzję, czym będę się zajmował. A nawet jeśli mam w swojej pracy źle, to “prywatnie” podejmuję decyzję o odejściu albo o zostaniu w niej dalej.

Tutaj nie ma tego rozdziału prywatność vs zawodowość. To po prostu jedno. Albo może jedna prywatność. Bez względu na to, gdzie jestem i co robię, jestem w tym samym swoim prywatnym życiu.

Dla mnie ten podział jest szkodliwy dlatego, że stawia fałszywą alternatywę:

Prywatność to co innego niż wykonywanie zawodu –  praca zawsze jest zła, ale za to mogę odpocząć po robocie – mam work-life balance – a jeśli praca wkracza w moje życie prywatne, to jest patologia i trzeba z tym coś zrobić.

Na pierwszy rzut oka to ma sens. Ale właśnie, kiedy zagłębisz się w przemyślenia na ten temat to okazuje się to reliktem minionej epoki. Dlaczego?

Wyobraź sobie sytuację, w której tak bardzo kochasz to, co robisz zawodowo, że nie wyobrażasz sobie bez tego życia. Spędzasz w pracy długie godziny, a poświęcając się jej masz jeszcze więcej energii do działania. Ktoś z zewnątrz powie – pracoholik. A Ty powiesz – mam równowagę w życiu.

Równowaga w życiu, work-life balance to nie jest odpoczywanie po pracy. To życie z pasją bez względu na to, co robisz i gdzie jesteś. Pracując można tak samo realizować się w życiu co wówczas, kiedy jesteś po pracy. A przedkładanie życia prywatnego nad zawodowe oznacza, że nie masz równowagi w życiu i że dużą część pracy spędzasz na robieniu czegoś, co Cię dostatecznie nie interesuje, albo Cię nie obchodzi.

Dlaczego jednak większość ludzi chodzi do pracy, aby z niej jak najszybciej wyjść?

Z wielu powodów:

  • robią to, czego nie lubią, nie kochają, co ich nie obchodzi
  • bo tak nakazali im rodzice
  • bo takie były społeczne oczekiwania
  • bo “tak im się ułożyło”
  • bo pracodawca nie zadbał o ich motywację
  • i na pewno można by wymyślić wiele dodatkowych powodów …

A co ja odpowiedziałem obu panom? Oto co:

Zatem… do przemyślenia! 🙂

***

A zapisy na seminarium o zatrudnianiu w kancelarii prawnej wciąż trwają! Szczegóły na stronie LAB.web-lex.pl

Jak zatrudniać do kancelarii pracowników?

Rafał Chmielewski        15 maja 2019        Komentarze (0)

Jak zatrudniać do kancelarii pracowników - rozmowa rekrutacyjna

  • są niechlujni
  • robią błędy – nie stawiają przecinków
  • nie przychodzą na umówione spotkania
  • nic nie wiedzą
  • a żądają wysokich wynagrodzeń
  • są nielojalni
  • są niezmotywowani
  • bardziej ich obchodzi życie prywatne niż zawodowe [zerknij na polemikę>>]
  • zamiast pracować spędzają czas na Facebooku

Kto?

No przecież: kandydaci do pracy oraz świeżo zatrudnieni pracownicy.

Czy można uniknąć wtopy w postaci zatrudnienia w kancelarii trutnia? Można!

Tylko trzeba wiedzieć JAK zatrudniać z sukcesem!

W toku nauki prawniczej nikt nie uczy nas nie tylko tego, jak prowadzić kancelarię prawną, jak pozyskiwać klientów, jak dbać o relacje z nimi, i wielu innych ważnych rzeczy, ale nikt też nie uczy nas tego, jak prawidłowo zatrudniać ludzi. A to jest przecież podstawa jeśli chcesz się rozwijać i rozwijać swoją kancelarię.

Podobno pan gen. Polko powiedział kiedyś, że w wojsku samemu to się idzie do ubikacji. 🙂 Tak samo jest w kancelarii czy innej firmie – samemu można zrobić coś, ale niezbyt wiele. Aby przeskoczyć o poziom wyżej, a potem jeszcze wyżej, trzeba zacząć budować zespół. Trzeba zacząć gromadzić wokół siebie ludzi.

Pytanie tylko jest takie: Jakich ludzi?

Bo nie ze wszystkimi na ten front da się iść. Z niektórymi nawet nie można i nie warto – dla własnego bezpieczeństwa.

Najtrudniejsze w procesie rekrutacji jest znalezienie osoby dobrze zmotywowanej do codziennej pracy. Ale… jest to możliwe!

Zatrudnianie to diabelnie trudna sztuka. Być może trzeba się jej uczyć całe życie. Są jednakże sprawdzone metody i procedury, których wcielenie w życie kancelarii na pewno da znacznie bardziej zadowalające rezultaty, niż operowanie na własnej intuicji. Procedury, które może wymagają więcej czasu, ale dzięki którym nie stracisz czasu ani pieniędzy, a zyskać możesz bardzo zaufanego pracownika (współpracownika), który dodatkowo pomoże Ci budować Twój biznes, jak partner w biznesie.

Brzmi jak bajka?

Pomyśl: nigdy więcej spóźnień, nieobecności, braku motywacji, itd…

Już w najbliższy poniedziałek (20 maja) będę prowadził seminarium na temat zatrudniania w kancelarii prawnej. Są jeszcze wolne miejsca zatem zachęcam Cię do obecności. Seminarium jest całkowicie bezpłatne – możesz przyjść i cieszyć się dobrą atmosferą oraz wartościową rozmową.

Zaczynamy o godz. 17 do 19.00. W centrum stolicy – kompleks Złotych Tarasów.

Więcej informacji znajdziesz na stronie www.LAB.web-lex.pl

Zapraszam Cię serdecznie!

***

Fotka z Unsplash by Christin Hume

E-mail marketing prawniczy

Rafał Chmielewski        09 kwietnia 2019        Komentarze (0)

Email marketing prawniczy Wiesz dlaczego odszedłem z KPMG?

Wiele się na to złożyło elementów, trochę faktów oraz garść okoliczności. Jedną z nich było to, co ze szczegółami opisałem w zakończeniu Pamiętnika Adwokata. Jeśli czytałeś już mój poradnik to dobrze wiesz, o czym mówię, ale jeśli lektura tej książki jest wciąż jeszcze przed Tobą, to zdradzę Ci rąbek tajemnicy…

No więc kiedy założyłem w roku 2008 podatkowy blog abolicyjny (a nieco wcześniej podatkowy), to ze sprzedaży dwóch poradników i współpracy z kilkoma doradcami podatkowymi zarobiłem wystarczająco dużo, aby uznać, że w sumie korporacja nie jest mi do niczego potrzebna – po co mam pracować w stresie wiele godzin, kiedy mogę pracować przez 4 godziny dziennie w miejscu i okolicznościach, jakie sam sobie w danej chwili wybiorę. Góry? Morze? Polska cicha wieś czy stołeczna kawiarnia? Mogę być wszędzie i pracować tam, gdzie chcę.

Dlatego, między innymi, odszedłem…

W jaki sposób sprzedałem aż tyle egzemplarzy poradników?

Cóż … na to także się złożyły różne okoliczności, ale jedną z nich było to, że miałem już wcześniej listę potencjalnych klientów. A na tej liście miałem ponad 2 tys. adresów….

Oczywiste jest, że gdybym nie miał listy mailingowej, to nie byłbym w stanie sprzedać tylu książek. To ta lista dała mi szybki i zadowalający zysk.

Od tamtej pory nie rozstaję się z email marketingiem. Obecnie nie wykorzystuję go rzecz jasna do celów promocji bloga podatkowego, ale do budowania web.lex. I nie mam tylko jednej listy, ale kilka. Dlaczego kilka? Ponieważ skuteczny e-mail marketing opiera się na dopasowywaniu do relacji z czytelnikiem – potencjalnym klientem.

Na przykład jedna z moich list to lista czytelników książki Pamiętnik Adwokata, na którą można było się zapisać pobierając najważniejszy rozdział tego poradnika (dotyczący storytellingu). Inna lista, to lista naszych szacownych klientów – Autorów blogów prawniczych, z którymi na bieżąco współpracujemy. Inna lista, to lista generalna, na której być może znajduje się już Twój adres (jeśli nie, to możesz zapisać się tutaj). Jeszcze inna lista to lista web.lex Bookkeeping. Jeszcze jest kilka list związanych z poszczególnymi blogami… A i to nie jest koniec …

E-mail marketing może być naprawdę skomplikowany. Ale pozwól, że Cię uspokoję … w kancelarii prawnej taki poziom złożoności strategii e-mail marketingowej nie jest potrzebny. Wystarczy dużo prostszy.

Od czasu kiedy odszedłem z KPMG i założyłem web.lex myślałem, że e-mail marketing szybko przyjmie się w naszej branży. Że zostanie on zagospodarowany wraz z rozwojem prawniczych blogów. Tak się jednak nie stało. I do dziś nie jest to najpopularniejszy sposób promocji kancelarii. W pewnym sensie winę za ten stan rzeczy ponoszą social media, które umożliwiają szybki i łatwy dostęp do “znajomych” – zatem niejako zastępują e-mail marketing, ale także agencje marketingowe, które zaczęły głosić upadek e-mail marketingu, zanim w ogóle prawnicy się nim zajęli.

Czy jednak e-mail marketing prawniczy rzeczywiście upadł?

Ja bym tego tak nie powiedział. Powiedział bym raczej, że stał się normalny – jak normalny jest dziś kontakt telefoniczny.

To samo zresztą niebawem czeka także marketing w social mediach – o czym pisałem poprzednim razem tutaj.

Co jeszcze?

Jestem przekonany, że e-mail marketing nie tylko nie upadł, nie tylko stał się normalny, ale nawet powoli staje się popularniejszy. Widzę to po naszej Grupie web.lex – coraz więcej naszych Autorów (klientów) wdraża e-mail marketing w swoich blogach. I co jakiś czas wdrażamy kolejną, nową strategię dla następnej kancelarii.

A zatem być może jest tak, że dni świetności e-mail marketingu prawniczego są jeszcze wciąż przed nami…? Zobaczymy…

E-mail marketing w kancelarii prawnej to temat rzeka

Co trzeba wiedzieć, aby nie spamować bez sensu poczty swoich klientów?

  • trzeba mieć w ogóle na to jakiś pomysł
  • trzeba ustalić jakąś strategię
  • trzeba wiedzieć, jak pozyskiwać adresy e-mail
  • jaki system wybrać do zarządzania strategią e-mail marketingową (systemów tych jest bardzo dużo)
  • ten system trzeba jeszcze dobrze poznać
  • trzeba wiedzieć co pisać
  • jak pisać
  • kiedy pisać
  • trzeba pamiętać o ochronie danych osobowych

… i pewnie jeszcze bym coś znalazł, co trzeba wiedzieć.

A ważne jest to, że e-mail marketing nadaje się świetnie do promocji zarówno dla małej, jak i wielkiej kancelarii (zresztą kiedy ja prowadziłem aktywnie podatkowe blogi nie miałem żadnej, nawet najmniejszej kancelarii prawnej, a zarabiałem przecież całkiem fajne pieniądze ze sprzedaży ebooków i szkoleń podatkowych).

Dlaczego o tym piszę?

Temat email marketingu prawniczego będzie już za tydzień “wałkowany” przeze mnie podczas kolejnego seminarium web.lex LAB, które odbędzie się 15 kwietnia. Jeśli jesteś zainteresowany, czy zainteresowana uczestnictwem w tym dwugodzinnym spotkaniu, to serdecznie Cię nań zapraszam. Szczegóły znajdziesz na stronie www.LAB.web-lex.pl Zostały jeszcze 3 miejsca wolne 🙂

weblex LAB

Marketing prawniczy się zmienia – co nas czeka?

Rafał Chmielewski        08 kwietnia 2019        Komentarze (0)

Marketing prawniczy - co nas czeka

Marketing prawniczy podlega ciągłej zmianie. A może raczej – przemianie. Co nas zatem czeka w najbliższej przyszłości?

 

***

Nie wiem, czy pamiętasz mój pierwszy post w moim starym blogu prawniczym e-marketingowym – zamieszczony w grudniu – o matko – 2009 roku! Niebawem będzie 10 lat! Jak internet zmienił biznes – tak brzmi tytuł tego artykułu.

W tamtym momencie e-marketing prawniczy właściwie nie istniał. Poza stronami internetowymi, zresztą średniej jakości, było może kilka prawniczych blogów (w tym mój: Podwójne Opodatkowanie.pl). Wtedy też powstał web.lex, który miał promować kulturę promocji kancelarii za pomocą prawniczego bloga. Jednak zanim web.lex zaczął się rozwijać i zanim zaczęły powstawać kolejne prawnicze blogi, minęło kilkanaście dobrych miesięcy.

To był czas kiedy jednak nie było jeszcze Twittera, Facebooka, Instagramu, Snapchata, LinkedIn czy GoldenLine. Zatem wybór narzędzi był skromny: strona www, blog, forum no i oczywiście AdWords i sztuczne pozycjonowanie. Przekonać właściciela kancelarii prawnej do poprowadzenia bloga było niezwykle ciężko. Ale nie było to niemożliwe. Prawnicy z szerokimi horyzontami (Katarzyna Przyborowska, Agnieszka Swaczyna, Kalina Jarosławska, Karol Sienkiewicz, Błażej Sarzalski  – nasi pierwsi Autorzy) już wtedy przeczuwali kierunek zmian w zakresie prawniczej promocji i zakładali z nami pierwsze wybitne prawnicze blogi.

W końcu jednak pojawiły się te tradycyjne, dziś dobrze znane portale społecznościowe. Jednak… jak myślisz, co myśleli prawnicy, kiedy słyszeli w roku 2013, że mogą promować kancelarię na Facebooku? HAHAHA!!! Odpowiedź znasz. Jednak powoli wszyscy zaczęli się przekonywać do nowych form promocji. Bez wątpienia zmianę przyniosły nowe, młode zastępy adwokatów i radców prawnych, którzy naturalnie przenieśli styl życia prywatnego do zawodowego.

A jaki stan marketingu prawniczego mamy dzisiaj?

O szczegółach posłuchasz w moim podcaście W drodze do kancelarii, natomiast można powiedzieć śmiało, że dzisiaj wszelkich form promocji jest tak wiele, że bez trudu można stracić orientację. Na samym Facebooku oprócz fanfejdża kancelarii możesz prowadzić grupę, możesz pokazywać fotki ze swojego zawodowego życia, umieszczać relacje, robić webinary, możesz też gromadzić adresy email, możesz także płatnie promować swoją kancelarię, szkolenia, itd. A to jest tylko portal Zuckenberga – do tego jest jeszcze Twitter, Instagram, YouTube, LinkedIn, GoldenLine, podcasty … a i to nie wszystko, bo nie wspomniałem o blogach, czy artykułach na wszelkich portalach…

Można doznać zawrotu głowy?

Absolutnie można. Ja doznaję regularnie. HAHAHA!!! Jeśli popatrzysz na wszystko, co robi Twoja konkurencja, to można się poczuć zagubionym… Nie jest to sytuacja wesoła. Kiedyś było … łatwiej. Po prostu.

Pamiętam, kiedy pracując w KPMG miałem zdawać egzamin na doradcę podatkowego, to tyko jedna ustawa o VAT była znacznie obszerniejsza, niż wszystkie ustawy podatkowe, które musiał znać mój szef, zdając swój egzamin kilka lat wcześniej. Takie są czasy. Wydaje się, że dzisiaj jedyną niezmienną jest zmiana.

Co jeszcze?

Skoro tyle kancelarii i tyle firm zaczyna wykorzystywać te wszystkie możliwości, to zwyczajnie stają się one bardzo drogie. Nie tylko jeśli chodzi o płatną reklamę (AdWords, czy FB Ads), nie tylko jeśli chodzi o usługi marketingowe wszelkich agencji tworzących posty na blogi, Facebooka, Instagram, pozycjonowanie, itd., ale też jeśli chodzi o Twój własny… czas, jaki musisz poświęcić na te działania – jeśli chcesz zrobić to samodzielnie.

A jeśli nie chcesz, to musisz to zlecić, przez co nakręcasz biznes agencjom marketingowym, które z kolei podnoszą swoje stawki.

Marketing prawniczy dzisiaj, ma jeszcze jedną poważną wadę.

Jaką? Otóż w tym szalonym gąszczu możliwości, kiedy chcesz być tu i tam, pokazać to i tamto, opowiedzieć o tym i tamtym… otóż to wszystko prowadzi do tego, że nie masz czasu na to, co jest najważniejszą rzeczą: nie masz czasu na … pracę. I nie mam na myśli jedynie pracy sensu stricte, ale też np. obsługę klienta, myślenie o strategii kancelarii i jej rozwoju, odpoczynek i nabieranie energii, itd. Zamiast znaleść czas na rozważania o najważniejszych rzeczach, zaczynasz myśleć jak się skutecznie promować i zaczynasz obserwować, co robi konkurencja i dlaczego Ty tego nie możesz robić, albo jak ją pokonać w tym dzikim wyścigu.

I wiesz co? Dla mnie to jest kompletnie bez sensu. Od dawna o tym myślę i chyba już gdzieś o tym pisałem czy mówiłem: to wszystko zaczyna być po prostu przytłaczające. Nie wiedząc co zrobić – nie robisz niczego, albo rzucasz się w jeden kanał promocji, po czym wchodzisz w inny i tak w kółko. A zostawiasz na boku to, co jest najważniejsze – obsługa klienta. Efekt jest taki, że nie masz poleceń i musisz wciąż się promować, aby mieć kolejnych klientów, a promocja jest coraz droższa.

Ta droga zdecydowanie prowadzi donikąd.

Co nas zatem czeka w marketingu prawniczym?

Tego zapewne nie wie nikt na pewno. Ja też nie, chociaż zajmuję się prawniczym marketingiem lat 10 z kawałkiem. Jednak mimo wszystko chciałbym Ci zwrócić uwagę na dwa ciekawe elementy, które powinieneś wziąć pod uwagę.

Pierwszy to fakt, że promocja kancelarii to nie tylko narzędzia marketingowe, jak strona www, blog, reklama AdWords, czy Facebook. Nikt o tym szerzej nie mówi, ale w moim przekonaniu, promocja to także: prawidłowo ustalona strategia kancelarii, obsługa klienta, kultura organizacyjnakomunikacja, misja itd. Są to zatem elementy biznesu kancelarii, za które zwyczajnie nie da się zapłacić, jak za AdWords, czy pozycjonowanie, ale trzeba im poświęcić czas. To są aspekty promocji, które często nie dają się jasno i wyraźnie zwerbalizować. Nie da się tutaj także wyznaczyć jednoznacznie kwoty sugerującej zwrot z inwestycji.

To są do tego działania, które – uwaga – zabezpieczają biznes kancelarii na lata. Są one bowiem fundamentem każdego dobrze działającego przedsiębiorstwa. Bez tych działań sytuacja często wygląda tak, jak to opisała w swojej książce Jeżeli chodzi o prawo, to mogę doczytać pani mecenas Joanna Parafianowicz, że klient wchodzi do restauracji, bo skusiła go reklama, ale nigdy już do niej nie wróci, gdyż jedzenie było paskudne. Taka restauracja może się rozwijać – wystarczą nakłady reklamowe. Ale czy to o to chodzi w biznesie? I w życiu? Oczywiście kancelaria prawna to nie restauracja, ale zawsze przyjemniej prowadzi się firmę, kiedy klienci polecają ją sobie nawzajem.

Rzecz druga to po prostu potocznie zwane kontakty czy znajomości. Chodzi tu o zasadę, że im więcej ludzi znasz, oraz im lepszą oni mają o Tobie opinię, tym więcej będziesz miał klientów. I nie mam na myśli jedynie kontaktów w branży, w której się (mam nadzieję) specjalizujesz, ale także wśród prawników. Coraz częściej bowiem inni prawnicy szukają kolegów i koleżanki do pomocy. Idealnie widać to w naszej Grupie web.lex, gdzie co chwilę ktoś szuka kogoś dla swojego klienta, którego nie chce obsłużyć z różnych powodów.

Co nas zatem czeka w marketingu prawniczym? Ja to nazywam powrotem do korzeni. Do źródeł. Powrotem do dobrych praktyk, gdzie znaczenia nie mają fajerwerki, ale ludzkie emocje (Relacja). Oczywiście możesz powiedzieć, że trzeba “iść” tam, gdzie są klienci, a oni są obecnie w mediach społecznościowych. Jest to jednak prawda tylko w części. Dlatego, że nie wszyscy klienci są w mediach społecznościowych, a po drugie media społecznościowe nie sprzyjają poszukiwaniu kancelarii prawnej. Co jeszcze? Gary Vaynerchuk mówi wprost, że marketingowcy rujnują marketing – po prostu zakres wykorzystania narzędzi promocji sięga w pewnym momencie poziomu, który powoduje, że wszyscy zainteresowani mają już dość. Dość kolejnych grafik prawniczych, kolejnych relacji, kolejnych profili, tak samo jak zdjęć kotów czy pączków w Tłusty Czwartek.

Czas na promocję w mediach społecznościowych był wczoraj. A dziś trzeba szukać innych sposobów pokazania swojej wiedzy i swojego doświadczenia. Ja jednak radzę Ci nie szukać, nie powielać tego, co robią inni, ale skupić się na przemyśleniu fundamentów swojej kancelarii. To jest podstawa, która powiedzie Cię bezpiecznie i spokojnie przez następne lata.

A czy jest tu miejsce na prawniczy blog?

Bez wątpienia jest. Może nawet bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Za pomocą mądrze prowadzonego prawniczego bloga bowiem nie tylko idealnie pokażesz swoje kompetencje, ale też zbudujesz kulturę organizacyjną oraz wyznaczysz rdzeń komunikacji. Oczywiście blog nie załatwi za Ciebie wszystkiego – to nie jest lekarstwo na wszystkie bolączki biznesu prawniczego – ale na pewno Ci pomoże i ułatwi.

Marketing prawniczy się zmienia. Ale zmienia się, w moim przekonaniu, na lepsze.

***

Zachęcam Cię do posłuchania mojego wywiadu z panią mecenas Joanną Parafianowicz, która prowadzi swoją kancelarię dokładnie w sposób, o jakim Ci opowiadałem:

***

Zobacz też ten krótki fragment wystąpienia Garego Vaynerchuka, w którym opowiada on o budowie kultury organizacyjnej w swojej firmie. A na końcu – kwintesencja tego, co miałem na myśli pisząc ten artykuł:

 

***