Rafał Chmielewski

Jestem prawniczym blogerem od 2008 roku. Od 2009 roku prowadzę blog o e-marketingu prawniczym. Od tego czasu też kieruję web.lex - firmą konsultingową wdrażającą najlepsze na świecie blogi prawnicze w Polsce i za granicą.
[Więcej >>>]

Kiedy pisać artykuły w blogu prawniczym

Rafał Chmielewski17 października 20174 komentarze

Zdarza się, chociaż rzadko, ale jednak, że zamiast z przyszłym autorem bloga prawniczego – czyli radcą prawnym, adwokatem, doradcą podatkowym czy rzecznikiem patentowym – rozmawiam z szefem marketingu kancelarii. Nie przepadam za takimi rozmowami, gdyż z reguły szef marketingu w dalszej kolejności “musi sprzedać” ideę bloga swojemu pracodawcy. I z reguły nie zrobi tego tak dobrze, jak zrobiłbym to ja, zatem miły talk często bywa dla mnie – powiem to bez ogródek – stratą czasu.

No właśnie… taką miłą rozmowę przeprowadziłem wczoraj. I tenże szef, a w zasadzie szefowa, marketingu zapytała mnie w toku przepytywania z zasad dobrze prowadzonego skutecznego bloga prawniczego, temi słowy:

– A o jakich porach dnia preferuje Pan publikację postów bloga? Wieczorami, kiedy jest największy ruch w sieci?

– A dlaczego kiedy jest największy w ruch? – zapytałem.

– Bo tak się powinno robić. Żeby trafić z nowym contentem w momencie, kiedy ludzie najczęściej szukają w sieci informacji. – odpowiedziała pani menadżer.

… Uwielbiam zmieniać ludziom świat. Tego dnia pani szefowa położyła się spać bogatsza o nową wiedzę i nowe doświadczenia. Dalsza rozmowa miała następujący przebieg:

– A jaki sens ma pora publikacji postu, ktory jest czytany od pięciu lat? – zapytałem wprost.

– ???

– W blogach prawniczych z reguły istnieją artykuły, które są – nazywam je – końmi pociągowymi i pracują za połowę ruchu w całym blogu od lat. Od samego początku, od kiedy powstały. Jaki sens zatem miała ich publikacja wieczorem, albo rano? Żadnego. Gdyż czytane są o każdej porze przez lata. Gdyby post w blogu umierał tak szybko jak post na Facebooku, wówczas zapewne trzeba by poszukiwać największego tłumu w sieci, podczas kiedy publikacja postu w prawniczym blogu to jest dopiero początek jego istnienia. Z tego powodu nie ma żadnego znaczenia pora publikacji. 

– Rozumiem. Ludzie poszukują w Google rozwiązań swoich problemów i wtedy pokazują im się blogi w wynikach wyszukiwania. I tak trafiają do tych blogów. 

– Dokładnie tak się dzieje. A ludzie poszukują tych wiadomości o różnych porach i przez lata. Dlatego nie ma najmniejszego znaczenia to, kiedy post w prawniczym blogu zostanie opublikowany. Może to być popołudnie, albo poranek.

Konkluzja jest taka – nie zwracaj uwagi na pory publikacji swoich artykułów w blogu. Trzymaj się innej zasady:

Działaj w swoim blogu prawniczym dokładnie tak, jak chcesz. Dokładnie tak, jak lubisz. Wtedy osiągniesz najlepsze rezultaty. Wówczas swoje swobodne i wolne od napięcia podejście przeniesiesz na czytelników, którzy przez ten artykuł przewiną się w setkach, czy tysiącach w ciągu kolejnych lat rano, w południe czy wieczorem. Wtedy też Twój blog będzie dawał Ci najwięcej satysfakcji.

*****

Poczytaj także: Komunikacja w blogu prawniczym

Czy blog prawniczy zagwarantuje sukces kancelarii

Rafał Chmielewski16 października 2017Komentarze (0)

Bywa, że kontaktują się ze mną kancelarie, które nie wiedzą, co mają ze swoim blogiem zrobić. Pytają na przykład:

Od dwóch lat prowadzę swojego bloga i nie widzę żadnych rezultatów. Albo robię coś źle, albo to jest bez sensu. 

Zaglądam wówczas do tego bloga i co widzę? Podstawowe błędy w strategii bloga (w Pamiętniku Adwokata jest na ten temat cały rozdział). Jakie to są błędy?

  • blog prawniczy jest częścią strony WWW
  • blog nie ma jednej tematyki
  • grupa docelowa jest źle dobrana
  • specjalizacja jest niewystarczająco wąska
  • treść w blogu nie jest komunikatywna
  • blog ma złą strukturę
  • inne …

Pamiętaj proszę o jednej rzeczy. To, że wsiądziesz do bolida F1 nie oznacza, że wygrasz w nim Grand Prix. Zapewne nawet go nie odpalisz, a jeśli tak, to napewno zakończysz wyścig na pierwszym zakręcie. To, że Elon Musk sprzeda Ci Falcona, to nie znaczy, że nim polecisz na Księżyc – w tym przypadku na pewno jej nawet nie odpalisz.

Tak samo jest z blogiem: to, że masz blog, to nie oznacza, że nie stracisz czasu, nie wspominając o klientach, których chcesz pozyskać. Powiem więcej: to, że potrzebujesz bloga, to nie znaczy, że każda agencja wykona go tak, żeby chociaż działał prawidłowo (o współpracy z agencją przy tworzeniu bloga prawniczego rownież jest cały rozdział w Pamiętniku Adwokata). Do skutecznego poprowadzenia bloga w kancelarii potrzeba po prostu wiedzy, a potem doświadczenia (tym zajmuje się web.lex).

A zatem – samo założenie bloga prawniczego w kancelarii nie zagwarantuje Ci sukcesu. Ten sukces bowiem zaczyna się dużo wcześniej, od ustaleń strategicznych co do tego, czego potrzebujesz jako jego twórca, autor, lider, właściciel.

Zbieram się powoli do drugiego wydania Pamiętnika Adwokata. Książki, która stała się bestsellerem i dała mi, ale co ważniejsze, także innym osobom, bardzo dużo frajdy podczas lektury. Książki, która stoi na półkach wielu kancelarii i wielu domowych biblioteczek – nie tylko prawniczych.

Przygotowując się do uzupełnienia zawartości poradnika robię notatki – co powinienem wziąć pod uwagę przy wznowieniu.

Przede wszystkim w nowym wydaniu znajdą się wiadomości:

  • dotyczące storytellingu w blogu prawniczym
  • więcej pomysłów na skuteczne artykuły
  • przykłady z życia wzięte – najlepszych autorów-prawników
  • więcej o mediach społecznościowych i ich związku z blogiem prawniczym
  • sposoby poprawiania pozycjonowania bloga w Google
  • relacja specjalizacji bloga i osobowości jego autora
  • więcej o stylu treści
  • co zrobić w przypadku przekazania bloga lub jego sprzedaży
  • istnienie bloga w kontekście strategii promocyjno-biznesowej kancelarii
  • czy prowadzić blog dla idei albo dla rozrywki
  • autoresponder w związku z blogiem prawniczym
  • co zrobić przy braku motywacji

To tylko niektóre zagadnień, które zostaną dodane do II wydania Pamiętnika Adwokata. Być może dodam też rozdział dotyczący sprzedaży produktów za pomocą bloga. Do tego będzie trochę obrazków i więcej kolorów. Żeby było weselej i przyjemniej 🙂

I mam teraz do Ciebie pytanie takie: Jak myślisz, czego jeszcze w Pamiętniku Adwokata brakuje, a co powinienem doń dodać?

Napisz w komentarzu albo mailem do mnie: rafal.chmielewski@web-lex.pl

Rafał 🙂

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę poniżej wprowadzić hasło:

Dlaczego nie wierzę w koniec świata prawników

Rafał Chmielewski02 października 20174 komentarze

W zeszłym tygodniu w jednej z krakowskich kancelarii rozmawiałem o promocji za pomocą prawniczego bloga. Miałem przy okazji przyjemność przekazać zacnemu gronu radców prawnych kilka egzemplarzy Pamiętnika Adwokata.

W pewnym momencie rozmowa zeszła na tematy futurologiczne. A więc próbowaliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie takie: jak rynek prawniczy wyglądał będzie za lat kilkadziesiąt. Czy nastąpi w końcu od dawna obwieszczany przez proroków [vide: R. Susskind] koniec świata prawników?

Nie da się ukryć, że wiele się zmienia. Za przyczyną nowych technologii świat w ogóle wygląda inaczej. Nasza branża także się zmienia, gdyż zmieniają się metody komunikacji, ale także zachowania i oczekiwania naszych klientów.

Jednak czy zawód prawnika odejdzie w zapomnienie?

W moim przekonaniu, jeśli w ogóle, to nie prędko. Nawet jeśli za prawnika pewne działania będzie mógł wykonać robot, to jednak kontakt z żywym człowiekiem będzie w wielu przypadkach nieoceniony i potrzebny. Na pewno proste rzeczy, jak generowanie umów, będzie powszechniejsze, gdyż z tym mamy do czynienia nawet już dzisiaj, ale głębsze problemy ludzkie będą jeszcze bardzo długo spotykały się potrzebą zetknięcia się z drugim człowiekiem. No chyba … że z problemem prawnym do kancelarii przyjdzie inny humanoid, wówczas jemu prawnik-człowiek raczej potrzebny nie będzie.

Ale … wiesz co?

Takie dywagacje nie mają sensu. Wiesz dlaczego?

Ponieważ o przyszłości myślimy z reguły wyłącznie w granicach swoich doświadczeń. To tak, jakbyśmy chcieli ukształtować przyszłość na bazie formy, której granice zakreśla znane nam doświadczenie. Ograniczając się do znanych sobie faktów nie stworzymy wystarczającej wizji przyszłości. Wszelkie wnioski będą zawsze niewłaściwe.

Może więc zamiast bezskutecznie zastanawiać się, co przyniesie przyszłość lepiej wykorzystywać obecnie dostępne możliwości? …

Żyj wiecznie Przyjacielu! 🙂

Jest grobowa cisza.

Siedzę za stołem konferencyjnym.

Obok mnie jeszcze dwóch chłopaków. Obaj zestresowani. Sztywni, jakby połknęli kije od szczotek.

Po drugiej stronie stołu pięciu partnerów kancelarii adwokackiej. Sztywni, jakby również połknęli te same kije.

Nastrój grobowy. Klimat ciężki jak ołów.

Trwały negocjacje.

Masakra…..

To był jeden, jedyny raz, kiedy byłem na spotkaniu w kancelarii prawnej, gdzie moja obecność była spowodowana zaproszeniem nie ze strony kancelarii, ale agencji marketingowej. Ci dwaj obok mnie byli właśnie z tej agencji. Kilka dni wcześniej agencja ta pozyskała wstępnie nowego klienta, a jako że nikt nie miał tam nawet najmniejszego doświadczenia w kontaktach z prawnikami, nie wspominając o negocjacjach, to poprosili mnie o udział w spotkaniu.

No więc się zgodziłem.

Blog prawniczy

Efekt był taki, że wiało chłodem jak w Cieśninie Beringa [zobacz obok gdzie to jest]. Po jednej i po drugiej stronie. To nie było spotkanie z tych miłych spotkań, kiedy ktoś cię zaprasza, bo poczytał bloga, nawiązał relację i chce pogadać o szczegółach współpracy. Gdzie są szczere uśmiechy, żarty, błyski w oczach. Jeden z chłopaków obok mnie nerwowo przekręcał pod stołem obrączkę na palcu. Drugi wykrzywiał sobie po kolei palce lewej dłoni – też pod stołem.

No więc wcześniej zgodziłem się na to spotkanie, a w tym momencie zacząłem tego żałować. Wszystko wskazywało na to, że straciłem cenny czas.

Po pewnym czasie “moi chłopcy” zakończyli swoje przemówienia i odpowiedzieli na wszystkie, nurtujące partnerów kancelarii, pytania i wtedy przyszła kolej na mnie. I wiesz od czego zacząłem swoją kwestię?

Od tego, że… spod stołu wyciągnąłem ręce i oparłem się o blat łokciami, aby mieć swobodę ruchów. A potem  zacząłem mówić żywo gestykulując jedną i drugą ręką, a kiedy trzeba to także głową i całym ciałem. Gestykulowałem także własnym wyrazem twarzy – to jest zwyczajnie zacząłem się uśmiechać.

Wiesz jaki był efekt?

Państwo partnerzy po drugiej stronie stołu w tym momencie oparli się wygodnie o oparcia swoich foteli. A  oznaczało to, że epoka lodowcowa właśnie minęła i zaczęło się ocieplenie. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Ci dwaj obok mnie – również.

Zauważ, że zmiana klimatu nie była wynikiem doboru słów, ale języka ciała.

Nie bez przyczyny bowiem mówi się, że mowa gestów ma ogromne znaczenie. Dlaczego?

To proste.

Kiedy jesteś naturalny, swobodny, to znaczy że można Ci zaufać. Kiedy jesteś spięty i sztywny, to znaczy że się boisz. A boisz się kiedy nie wiesz, albo nie jesteś pewien. Swoboda to znak, że wiesz, że umiesz, że czujesz się pewnie z sobą samym. Że można Ci zaufać i że przy Tobie jest bezpiecznie. Ale kiedy jesteś murem nie przejścia, to wygląda to tak, jakbyś coś chciał ukryć.

Zatem bądź swobodny – gestykuluj na ile masz ochotę. Bądź żywy i ożywiaj swoich rozmówców. Oddziałuj na emocje. Nie bój się, że to nie jest profesjonalne. Bo nieprofesjonalnie jest zachowanie, w wyniku którego ludzie chcą od Ciebie uciec.

Nie musisz przy tym stosować wszystkim znanych głupich sztuczek: domków, łódek, itp. Wystarczy że będziesz naturalny a Twoje ciało samo podąży za Twoimi myślami i słowami. To wystarczy.

Przy następnym spotkaniu przetestuj to – sprawdź. Zobaczysz, że sam poczujesz się znacznie lepiej 🙂

Pamiętaj, że życie jest od tego, aby żyć.

🙂

Dzień dobry! Rafał Chmielewski mówi…

Rafał Chmielewski27 września 20172 komentarze

Wyobraź sobie, że odbierasz telefon i słyszysz:

Dzień dobry sueia keuoiae mówi, czy dodzwoniłem się do kancelarii prawnej?

Wiesz, po co ktoś dzwoni, ale nie wiesz, kto. Może nie przeszkadza Ci to tak bardzo, ale przyznasz, że nieco irytuje. W końcu jest to Twój potencjalny klient, więc ważne jest, aby skłonić rozmówcę do zlecenia usługi, a nie żeby znać jego imię – wcześniej czy później i tak się dowiesz.

Chociaż w sumie na pewno byłoby nieco prościej, gdybyś jednak usłyszał imię tej osoby, bo w pewnych okolicznościach można – używając jej imienia – nawiązać lepszą relację, co ułatwiłoby uzyskanie zlecenia. Ale jednak imieniem posłużyć się w tym wypadku nie możesz… Trudno. Zostaje Ci dopytanie o imię i nazwisko.

A teraz odwróć role.

To Ty mówisz do słuchawki:

– Dzień dobry, radca prawny sueia keuoiae mówi!

Piszę o tym, bo notorycznie muszę dopytywać o imię i nazwisko. Mamy nawyk przedstawiania się w sposób kompletnie niejasny. Mruczymy coś pod nosem. Cedzimy przez zęby. Mówimy szeptem tak szybko, jakbyśmy byli nieważni sami dla siebie. I nie tylko przez telefon, ale także podczas spotkania w cztery oczy.

Pamiętaj, że ludzie kontaktując się z kancelarią prawną nie robią tego od niechcenia. Oni poszukują wsparcia. Czasem to wsparcie jest podszyte głębokimi emocjami, a czasem nie, ale w każdym przypadku ludzie potrzebują prawnika z jajami, który ich weźmie za rękę i przeprowadzi przez mniejsze czy większe bagno.

Jeśli mruczysz swoje imię i nazwisko to na wstępnie tracisz pozycję osoby, która może być wsparciem, w stosunku do której można czuć pełne zaufanie, a więc także czuć się bezpiecznie. Od razu stajesz się jednym z masy innych takich samych.

A przecież jesteś wyjątkowy. Jedyny na świecie. Który ma swoją unikalną nazwę – imię i nazwisko.

Powiedz to głośno i wyraźnie: R A F A Ł  C H M I E L E W S K I tak, żeby mieć pewność, że Twój gość zapamiętał chociażby Twoje imię. To jest ważne.

To szczegół, ale doskonałość to zespół szczegółów właśnie.

Aha… i przy okazji zdecydowanie uściśnij dłoń. Na pożegnanie możesz nawet tę dłoń z drugiej strony przykryć, schować swoją drugą dłonią.

Pamiętaj o szczegółach.

Co promuje kancelarię prawną?

Rafał Chmielewski24 września 20175 komentarzy

promocja kancelarii prawnejPytanie to “zawisło” na piątkowym spotkaniu w pewnej warszawskiej kancelarii, gdzie zostałem zaproszony, aby “rozdać Pamiętnik Adwokata”, a przy okazji porozmawiać o promocji kancelarii prawnej. W spotkaniu uczestniczyło czerech radców prawnych oraz doradca podatkowy.

W pewnym momencie jedna z tych osób pokazała mi stronę internetową jakiejś kancelarii (albo był to blog – nie ma znaczenia w tym przypadku), gdzie wielu członków jej zespołu widniało jako autorzy artykułów na tej stronie zamieszczonych. Widać tam było zdjęcia co najmniej trzech osób wraz z artykułami przez nich napisanymi. Wiesz … takie zestawienie kilku artykułów w jednym miejscu.

Pytanie, jakie w tym momencie padło, brzmiało:

– Panie Rafale, a co Pan powie o tym? Ta kancelaria postanowiła promować siebie w taki sposób? Czy to ma sens?

 

Zastanówmy się zatem, czy taka promocja kancelarii prawnej ma sens… 

Aby odpowiedzieć na takie pytanie warto zadać sobie wcześniej zupełnie inne pytanie:

Co promuje kancelarię prawną? 

Czy to może być strona WWW, blog prawniczy, pozycjonowanie, AdWords, artykuły w prasie, networking…? Czy te narzędzia promują kancelarię prawną? Być może powiesz, że tak, albo że nie….

Wyobraź sobie następującą sytuację …

Załóżmy, że jesteś wybitnym adwokatem, znanym z tego, że masz dogłębną wiedzę w jakiejś gałęzi gospodarki i uczestniczyłeś już w realizacji szeregu projektów, które odbiły się echem w wielu kręgach. Po prostu Twoje nazwisko jest znane i jesteś uważany za fachowca. Masz tytuł naukowy, do tego masz za sobą kilkadziesiąt wypowiedzi i komentarzy w prasie i tv. Jak mówi młodzież – wymiatasz.

Kilka lat wcześniej zatrudniła Cię jakaś kancelaria. Współdziałasz w jej ramach od tamtego czasu. Ale w pewnym momencie postanawiasz iść na swoje i zakładasz swoją własną kancelarię.

Gdzie pójdą klienci? Do kogo przyjdą kolejni, którzy będą mieli problem, który Ty możesz rozwiązać? Czy do Twojej byłej kancelarii? Czy też będą woleli przyjść do Ciebie…

Odpowiedź już znasz, prawda?

Wynika to z tego, że tym CO PROMUJE KANCELARIĘ PRAWNĄ jesteś TY sam! Twoje nazwisko, marka poszczególnych członków zespołu kancelarii. Nie strona, nie blog, ani nic innego, tylko marka poszczególnych członków zespołu. To jest przecież oczywiste. Im prawnicze nazwiska mają większą wartość w jakiejś dziedzinie, tym marka kancelarii jako ogółu rośnie.

 

A zatem jeszcze raz: CO promuje kancelarię prawną?

Oczywiście siła nazwisk (marka) prawników tworzących tę kancelarię.

A czym zatem jest strona WWW, blog, artykuł w prasie, networking, itd.? To są jedynie kanały komunikacji, za pomocą których tę markę można przekazać, pokazać, uwiarygodnić itp. Za pomocą tych narzędzi można dotrzeć do potencjalnych klientów z informacją o sile nazwisk.

Odnosząc się zatem do pytania mojego rozmówcy, czy taki – wskazany przez niego – zabieg, ma sens? Czy w ten sposób kancelaria promuje siebie samą?

…. A czy w ten sposób poszczególni prawnicy pokazują swoją markę – siłę swojego nazwiska?

W pewnym sensie na pewno tak. W końcu widoczne jest ich zdjęcie, jakaś treść merytoryczna… Co powoduje, że chociażby są. Są widoczni. Są ich nazwiska, za którymi stoi jakieś meritum.

Jednak czy jest to najlepszy z możliwych sposobów pokazania swojej marki? A może jeden z najsłabszych? Albo ani taki, ani taki?

W moim przekonaniu jednak wcale nie najlepszy.

Dlaczego? O tym opowiem Ci następnym razem… 🙂

Jak zacząć pisanie bloga prawniczego

Rafał Chmielewski21 września 20174 komentarze

W zasadzie nie jest to jakieś skomplikowane. Samo techniczne wprowadzanie postów w blogu prawniczym jest banalnie łatwe. Jeśli znasz edytor Word to bez najmniejszego trudu poradzisz sobie z tym zadaniem. No… może linkowanie będzie dla Ciebie pewnym sekretem, albo wstawianie obrazków … ale reszta to betka.

Jednak nie tutaj jest pies pogrzebany. Pogrzebany jest gdzie indziej. Gdzie?

W ustaleniu strategii.

Po tym jak zrozumiesz, jak działa blog prawniczy i podejmiesz decyzję, że chcesz w ten sposób promować swoją kancelarię, musisz się zastanowić:

  • o czym ten blog będzie, lub
  • dla kogo ten blog będzie.

Oba pytania musisz sobie zadać, aby wiedzieć, co dalej.

Jeśli chcesz pisać O CZYMŚ, to będzie to jakiś przedmiot, gałąź prawa, albo jakiś jej wycinek. Ja kiedyś prowadziłem blog podatkowy, ale tak naprawdę dotyczył on podatków dochodowych PIT w ich drobnym wycinku – podatków z pracy za granicą. Wąska tematyka – bardzo sensowna. Miałem dziennie setki czytelników i całkiem dobre dochody ze sprzedaży poradników i szkoleń.

Jeśli zaś chcesz pisać DO KOGOŚ, to będzie to blog podmiotowy, skierowany do jakiejś grupy osób, branży, itp. Te blogi często nie mają ścisłego związku z jakimś wąskim przedmiotem prawa – z reguły dotyczą wielu gałęzi. Np. blog dla sklepikarzy będzie dotyczył oczywiście umów sprzedaży, reklamacji, zatrudniania, podatków, działalności gospodarczej, odpadów, umów dzierżawy, dostawy, itp.

Oczywiście możesz wybrać także tematykę zazębiającą obie te kategorie. Czyli będzie to blog prawniczy O CZYMŚ i jednocześnie DO KOGOŚ. Przykładem takiego bloga może być blog rozwodowy dla kadry zarządzającej. Rozwód do przedmiot – kadra zarządzająca to podmiot.

Zanim zatem zaczniesz prowadzić swojego bloga musisz dobrze się zastanowić, o czym, czy do kogo, chcesz pisać. Podjęcie konkretnej decyzji pozwoli Ci na oszczędność czasu, ale przede wszystkim na zrozumienie, co powinieneś w blogu poruszać, a jakie tematy w ogóle omijać z daleka. Dobrze sprecyzowany blog również lepiej się pozycjonuje w Google, a zatem masz znacznie większe szanse na klientów ze swojego bloga.

Kiedy ustalisz już tematykę bloga to w zasadzie została tylko praca nad stworzeniem samego bloga. O tym co dalej napisałem w Pamiętniku Adwokata >> Natomiast zapewne przez jakiś czas będziesz się zastanawiał, jaką tematykę w ogóle wybrać: podmiotową, przedmiotową, czy mieszaną. Jest kilka kryteriów, którymi warto się kierować. Szerzej o tym napisałem również w Pamiętniku Adwokata, ale przede wszystkim weź pod uwagę to, co lubisz robić, co sprawia Ci przyjemność, co mógłbyś robić nawet jeśliby Ci nie płacili. Jeśli czujesz jakąś więź emocjonalną z jakimś tematem to jest to dobry kierunek.

Wczoraj miałem ogromną przyjemność spotkać się z 10 adwokatami, którym mogłem rozdać Pamiętnik Adwokata, ale przede wszystkim, z którymi mogłem porozmawiać o biznesie kancelarii prawnej.

Oczywiście rozmawialiśmy o blogu prawniczym, jak go prowadzić i jak rozwijać w ten sposób kancelarię, jednak część czasu spędziliśmy też nad innymi formami promocji, jak AdWords, pozycjonowanie, czy metody całkiem codzienne i powszechne, jak choćby szyld kancelarii. To były 2 godziny bardzo pożytecznych i inspirujących rozmów.

Podczas spotkania któryś z uczestników wspomniał o tym, że rynek jest trudny dla młodej kancelarii prawnej. Kancelarii, która nie ma jeszcze stałych klientów, nie ma doświadczenia, nie ma zaplecza finansowego i innych ważnych atrybutów niezbędnych w zdrowym przedsiębiorstwie. Podczas studiów ani podczas aplikacji nikt nie uczy potrzebnych umiejętności, a starsi koledzy z oczywistych względów raczej nie są zainteresowani wsparciem biznesowym swojej konkurencji. Początkujący adwokat, radca prawny, doradca podatkowy, rzecznik patentowy jest z reguły osamotniony – w dżungli wolnego rynku.

Co w tej sytuacji?

Na pewno wskazówek i dróg może być wiele. Ale jedna z nich, to… łączenie się.

ŁĄCZCIE się moi Drodzy od samego początku! Działajcie razem. Uczcie się współpracy, współdziałania, dzielenia się kosztami, wiedzą i kontaktami. Razem jest zawsze łatwiej. W grupie jest raźniej. Postęp jest możliwy dzięki współdziałaniu, wymianie poglądów, myśli i wymianie kontaktów. Dzielcie się, jeśli można, klientami.

No i poświęcajcie część swojego czasu na rozwój biznesu. Praca merytoryczna, choć ważna i niezbędna, to nie może przysłaniać czynności, które zapewniają bezpieczeństwo kancelarii, Twoje i Twojej rodziny. Więcej napisałem o tym w moim blogu Ja, Przedsiębiorca.

Powodzenia!

PS.: Jeśli chcesz się ze mną spotkać przy okazji rozdawania Pamiętnika Adwokata zajrzyj tutaj >>